28 lipca

Debeściara



      "Debeściara" - mała książeczka, o tak samo niewielkiej ilości treści, a wzbudza kontrowersje, bo czy ona w ogóle jest warta uwagi?     

       Po powieści spod pióra Ewy Pirce sięgam dość chętnie, jednej miałam również przyjemność patronować, ale gdy zobaczyłam to cudo zaczęłam się zastanawiać czy słusznie podschodzi do takiego tematu, bo zwyczajnie z reguły w jej wykonaniu książki są bardzo emocjonalne, wsiąkające w serce i duszę czytelnika. A ta? No zaraz Wam opowiem.

       Monika, czyli główna bohaterka zmaga się z życiowym pechem. Nic jej nie wychodzi, nie może znaleźć pracy, kot jej się psoci i właściwie to potyka się o własne nogi. Ale któż z nas czasami tak nie ma, prawda? Zwłaszcza w poniedziałek! Kiedy to naprawdę wszystko wali się na głowę, nie ma ochoty współpracować i ma się ochotę usiąść i płakać. Dosłownie. Ale po takich ekscesach równie szybko potrafi przyjść odrobina szczęścia i właśnie w tym przypadku przyszło go aż nadto. Nagle zjawia się przystojniak zainteresowany Moniką i wszyscy się dziwią, że jak to on się nie interesuje (cudowni znajomi, co nie?). Kobieta dostaje również pracę, której dostać nie powinna, bo w jej CV są rzeczy zmyślone. To ma w ogóle prawo być zabawne?

       Zanim zabrałam się za "Debeściarę" musiała swoje odleżeć na stosie hańby, a w międzyczasie podczytywałam opinie na jej temat, kiedy się tylko pojawiały i zachodziłam w głowę czy faktycznie jest ona taka genialna. Otóż... nie jest. Nie wiem skąd w ogóle biorą się zachwyty nad tą książką, bo miała być śmieszna a miałam wrażenie jak by napisała ją naiwna blondynka (dziewczyny, wybaczcie porównanie). Owszem, można się uśmiać, ale mam wrażenie, że gdzieś to już czytałam. Monika, dziewczyna, która ciągle coś psuje, ciągle jej się przytrafiają dziwne akcje, a przy okazji wpada dość często na faceta, który później okazuje się jej szefem i to w firmie, do której się dostała bo nakłamała w CV. Mam wrażenie, że było to już w jakimś filmie lub serialu.

       Mam bardzo mieszane uczucia bo to miała być komedia i jest, ale taka średnia. Nic specjalnego. Czyta się szybko, ale jak długo można czytać 230 stron formatu o połowę mniejszego niż tradycyjna książka? Dla mnie to podpada pod opowiadanie, ale nie czepiajmy się.

       Podsumowując, nie wiem szczerze mówiąc skąd te wysokie oceny, skąd dobre opinie bo nie ma w tej książce nic specjalnego. Ostatecznie ode mnie 5/10 gwiazdek. Podoba mi się natomiast fakt, że okładka była wybrana poprzez głosowanie. Wydawnictwu Alternatywne serdecznie dziękuję za egzemplarz!


2 komentarze:

  1. Tym razem, to nie moje klimaty czytelnicze. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie znam twórczości tej autorki, ale czytając tu i ówdzie recenzje obawiam się, że nie będzie mi po drodze z piórem tej autorki.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2019 Wystukane recenzje