29 listopada

Dziewczyna z pustego pokoju

    
      Book Morning! Jak widzicie na zdjęciu, dzisiaj mam kilka słów o "Dziewczynie z pustego pokoju" przygotowane :) Zapraszam!     


      Powiem szczerze, że najpierw się skusiłam na tę książkę ze względu na opis, a dopiero później spojrzałam, że to kolejna naprawdę króciutka opowieść. Zrobiło mi się strasznie szkoda, ponieważ w większości takich przypadków mam niedosyt, ale czy tym razem również?

     Śmiejcie się, ale patrząc na okładkę byłam święcie przekonana, że to obyczajówka, thriller, a to w zasadzie kryminał. Owszem, ma w sobie wiele z thrillera, ale jednak to kryminał.

     O czym jest ta książka? Ostatnio zauważyłam, że nastała moda na małe, zapyziałe, straszne miasteczka pochłonięte przez dziwne tajemnice i wydarzenia. Tym razem trafiamy do miasteczka Ginger. I to właśnie mieszkańcy tej miejscowości zaczynają dostrzegać dziwne wydarzenia. Wypadek samochodowy, w którym ginie małżeństwo, a dziecko, które również w nim uczestniczyło dziwnym trafem znika. Następnie kolejny wypadek, ale już na szczęście nie jest śmiertelny, ale jego skutkiem jest śpiączka kobiety. Tu również nagle znika dziecko, nikt nie wie co się stało. Tajemnice, tajemnice i jeszcze raz tajemnice.

     I tak oto zaczyna się śledztwo. Brendan i Eric są za nie odpowiedzialni i za wszelką cenę chcą się dowiedzieć co się dzieje w maleńkim Ginger. Poza tym, ludzie coś bardzo skrzętnie ukrywają, co sprawy nie ułatwia. Kolejne tajemnice... 

     No i szczerze mówiąc książka mi się podobała. Choć pewne elementy były dla mnie nie do przeskoczenia. Wydarzenia są opisane tak, że ma się poczucie, że czegoś autor zapomniał dopisać, czegoś brakuje. I miałam to wrażenie niemal przez cały czas czytania, choć to nie jest to pozytywne odczucie niedopowiedzeń, a brak czegoś w treści. Pomysł był, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Bohaterowie. Boże, jacy oni są "płascy". Zero jakichś większych emocji, czegoś, co by poruszyło czytelnikiem. Tych bohaterów nie darzy się ani sympatią, ani ich się nie nienawidzi. Ot, są. A to w moim odczuciu ogromna wada.

     Poza tym mam poczucie, że książka została wydana na hura, bez poprawek, bez zmian, ot, jak napisana, tak wydana. A mógł być to naprawdę świetny thriller zwłaszcza zwracając uwagę na wątek w szpitalu psychiatrycznym. Mogło być wręcz psychodelicznie.  Ale nie było...

     Podsumowując, czyta się szybko, lekko, bo też taki styl ma autor, ale po kilku dniach już się o tej książce zapomina. I kiedy ktoś mnie pyta o polecenie czegoś ciekawego do czytania, to niestety, nie będzie to ta książka, bo już dawno zniknie w czeluściach mojej pamięci. 

     Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz!


 

1 komentarz:

  1. Skoro szybko się o niej zapomina, to jednak nie zdecyduję się na jej lekturę. 😊

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2019 Wystukane recenzje