13 stycznia

Dom samobójców [PRZEDPREMIEROWO]

 

     Hej, hej! Dzisiaj przedpremierowo mam dla Was kilka słów o "Domu samobójców". Chodźcie dalej!     


     Kiedy pojawiła się informacja o możliwości otrzymania egzemplarza przed premierą, nie wahałam się i wysłałam swoje zgłoszenie. Moja radość była ogromna, kiedy przyszedł e-mail z informacją, że zostałam wybrana na recenzentkę. A czy było warto? To już za momencik Wam opowiem, żebyście wiedzieli, czy zamawiać, czy sobie jednak darować.

     Zacznijmy tradycyjnie od tego, o czym ta powieść właściwie jest. To na początek powiem, że to drugi tom serii z Rory Moore i Lane Phillips, ale można śmiało czytać w odwrotnej kolejności. Oczywiście, lepiej najpierw pierwszy tom poznać, ale mimo wszystko nie jest to konieczne.

     Rory Moore to rekonstruktor sądowy, a Lane Phillips to psycholog. Są partnerami i razem próbują rozwikłać zagadkę, która zaprząta wiele głów. Otóż, miła rok od momentu, kiedy zostało zamordowanych dwóch uczniów w starym domu nauczycielskim.  To nie jest jakaś tam szkoła o złej renomie, gdzie dzieją się tego typu cuda więc tym bardziej jest to dla wszystkich wielki szok. To szkoła z internatem i to bardzo prestiżowa. Poza tym, dlaczego do tego domu wracają inni uczniowie, którzy tamtej nocy nie zginęli i popełniają samobójstwo? Macie już odpowiedź na to, skąd pomysł na tytuł. Według mnie bardzo trafiony. Bardzo lubię takie nawiązania.

     Jeśli chodzi o sam pomysł na fabułę, to uważam, że był bardzo dobry. To taki rasowy thriller, gdzie odczuwa się niepokój, jakby samemu miało się wejść do tego domu nie wiedząc czego się spodziewać. Autor buduje napięcie niezwykle dobrze, za co ode mnie ogromny plus. 

     A bohaterowie? Głównych już pewnie niektórzy z Was znają z "Uprowadzonej", a mimo wszystko powieść została napisana tak, że nie odczuwa się jakichś braków w informacjach na ich temat, które powinno się wyciągnąć z części pierwszej. To ogromna zaleta, bo nie trzeba czytać w odpowiedniej kolejności, tylko można złapać akurat tę, która jest w danym momencie w księgarni stacjonarnej. A jak wiemy, czasem tak właśnie jest :)

     Narracja. Uwielbiam po prostu kiedy historia jest opowiedziana z perspektywy przynajmniej dwóch osób, a czasami nawet więcej daje jeszcze szerszy obraz całości i tym razem również ucieszyłam się, że jest dokładnie tak samo. A im więcej bohaterów, tym łatwiej się pogubić, prawda? A no zależy to od pisarza. W tym przypadku opisał postaci tak, że wiadomo kto jest kim i nie miesza się czytelnikowi, bo każdy bohater składa się z pewnych cech i jest częścią całości. 

     Czyli podsumowując, to bardzo dobrze napisany thriller i jak na ten gatunek przystało, mroczny, powodujący, że po kręgosłupie przebiega dreszcz, a mózg musi się srogo wysilić, bo pytanie goni pytanie, a kolejne rozdziały, zamiast przynosić odpowiedzi, dokładają kolejne... pytania!

     Muszę przyznać, że na początek roku zafundować taką bombę... poprzeczka zawisła dość wysoko w kategorii thriller i na tę chwilę powiem szczerze, że mam przeczucie, że ta książka trafi na listy najczęściej czytanych. Także polujcie na nią, czy to w papierze, czy to w ebooku. I dzielcie się koniecznie wrażeniami z lektury!

     Wydawnictwu Filia bardzo dziękuję za egzemplarz!



4 komentarze:

Copyright © 2019 Wystukane recenzje