09 lutego

Podszepty [PRZEDPREMIEROWO]


 

     Book Morning! Dzisiaj przychodzę do Was z zapowiedzią książki od Wydawnictwa Novae Res, zapraszam dalej!     


     "Podszepty" skusiła mnie okładką, nie będę udawać, że było inaczej. Wyglądająca inaczej, tajemniczo grafika sugerowała, że w środku znajdę coś niesamowitego. Do tego polska autorka, a tych chętnie wspieram i sprawdzam co ciekawego stworzyli i miałam komplet. Tak, tak, nie potrzebny do niczego nie jest mi potrzebny opis! Uwielbiam gdy książka okazuje się zaskoczeniem, a wychodzenie z własnej strefy komfortu strzałem w dziesiątkę! Czy tym razem też tak jest?

     W środku opowieść znajdujemy o starym dworze, który jednych odstrasza, a innych przyciąga. Z reguły tak jest, że nawet gdy jedni mówią, że dom jest nawiedzony, że tam straszy, wiele osób chce to sprawdzić i nie mogą się powstrzymać i pokonać ciekawości, która jest silniejsza od strachu. Oprócz niezwykłej budowli dookoła jest wielki ogród, który śmiało można by nazwać parkiem ze względu na jego rozmiar, choć pewnie chętniej każdy jego właściciel rozdzielałby te dwa elementy i miałby zarówno ogród, jak i park. I teraz wyobraźcie sobie dwójkę osób, którym się ten dwór śni. Dlaczego akurat im i co sprawia, że są wyjątkowi i tego doświadczają? Bo czują też pulsujące od posesji zło...

    Tak to już z reguły jest, że ktoś się za zagadkę weźmie, zacznie szukać, dłubać, aż pozna odpowiedzi na pytania. W tej historii też tak jest i według mnie wymyka się z ram thrillera i miesza z lekkim horrorem. Przypuszczam, że tak miało być, że nie odczuwamy, jako czytelnicy, tylko dojmującego niepokoju, ale również okropny strach niczym przy poznawaniu horroru.

    Jeśli chodzi o sam klimat, to książka jest bardzo nierówna. Momentami faktycznie czułam klimat dworu, strach, a nawet dreszcze na kręgosłupie. Ale niestety wszystko to było przeplatane spadkami napięcia i nudą. Odkładałam wtedy powieść na półkę, by wrócić do niej za kilka dni. Nie o to chodzi w tego typu opowieściach. One mają łapać za gardło, nie pozwalać łapać oddechu i kazać czytać do końca, aż odkryje się wszystkie tajemnice, a nie tylko ich część.

    Druga sprawa to bohaterzy, którzy dla mnie są bezpłciowi. Nie pamiętam już nawet ich imion, a to znaczy, że byli sztuczni. Największą zaletą są właśnie dla mnie tacy, których mam wrażenie, że znam, że gdzieś już widziałam te twarze, że to ktoś, kto jest mi bliski. Szkoda mi się wtedy z nimi rozstawać po skończonej lekturze. Niestety, nie tym razem.

    Podsumowując, styl autorki jest naprawdę dobry, pomysł był, ale t tyle. To niczym horror nakręcony u nas, w Polsce, który bardziej bawi, niż straszy, a czasami wręcz jest żenujący. Zawiodłam się, bo spodziewałam się fascynującej, mrocznej opowieści, która mną wstrząśnie.

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Novae Res.



1 komentarz:

  1. Nierówność napięcia prezentowana w książce, na ten moment zniechęciła mnie do jej przeczytania.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2019 Wystukane recenzje