03 listopada

Jak piękne może być życie w horrorze?



Dzisiaj się witam z trylogią Wayward Pines.
Zarówno z recenzją książek jak i serialu. Uważa, że nie ma co rozbijać na dwie części :)



Więc najpierw książki:

Cała trylogia jest do przeczytania w zasadzie na raz. Nie ma co się rozdrabniać i czytać najpierw pierwszej części na spróbowanie a ewentualnie kolejnych później.
Trzeba też zaznaczyć, że to nie jest kopia Twin Peaks. Masa ludzi porównuje te dwie historie całkiem niesłusznie. Nie ma co się nimi sugerować. Są podobieństwa, owszem ale Wayward jest jednak zupełnie inną historią.

Wciąga niesamowicie od pierwszych stron a to dlatego, że Autor wpycha nas prosto w centrum akcji. Bez żadnych wspomnień, bez opisu życia 'przed'. Zaczynamy od razu od agenta specjalnego budzącego się w Wayward Pines.
Sam z początku nie wie co się dzieje, gdzie jest, co się stało.
Otóż miasteczko jest miejscem idealnym. A przynajmniej tak się wydaje.
Jak się okazuje, jest to czas na tysiące lat po naszym 2014 roku. Mieszkańcy są uwięzieni, nie mają pojęcia dlaczego i co się wydarzyło. Ethan, nasz główny bohater, stara się rozwikłać zagadkę tak długo dopóki nie zostaje wprowadzony w szczegóły przedsięwzięcia.
Okazuje się, że Wayward Pines jest ostatnim miasteczkiem na Ziemi a za murami grasują potwory, a raczej mutanty. Przetrwała garstka ludzi.

Jednak najgorsza okazuje się władza. Władza absolutna. Wszystko jest sprowadzone do zabawy w Boga. Sterowanie ludźmi, ich zwyczajami, oglądanie ich życia, które swoją drogą jest nagrywane co do sekundy.
Do tego dzieci, szkoleni na nowe pokolenie i łączeni w pary tak, jak sobie zażyczą dorośli.
Wszystko to jest wizją szalonego a może genialnego człowieka, który przewidział, że tak się skończy świat i zadbał o to, żeby jakaś część ludzkości przetrwała. Tylko czy słusznie dokonywał za nich wyboru?

Cała akcja jest przeprowadzona szybko, gwałtownie. Autor nie oszczędza czytelnika, nie ma chwili wytchnienia i to jest największa zaleta tych książek - nie są sztucznie przeciągane jakieś wątki.

Crouch zasysa człowieka w całości w czeluści swojej wyobraźni, opisuje słowami wszystko tak, że tylko chcemy więcej i więcej.
Mamy przed sobą wizję post-apokaliptyczną. Tylko tym razem bez zombie, za to ze stworzeniami tak podobnymi do ludzi, że ledwie zahacza o fantastykę.

Podsumowując, jest to jedna z moich ulubionych pozycji. Po niej miałam ogromnego kaca książkowego. Nie mogłam się zabrać za nic innego, chciałam więcej i więcej. Dzięki temu też wygrałam inną książkę w konkursie ale to już innym razem ;)

Moja ocena: 10/10!

A teraz przejdę do serialu.
Nie można było się wiele spodziewać. W końcu jak często zdarza się żeby ekranizacja powaliła książkę? Ja znam jeden taki serial, który góruje nad książką i to o stokroć ale o tym wspomnę przy recenzji owego serialu ;)

Na szczęście, powstał tylko jeden sezon Wayward Pines! Nie ciągnie się w nieskończoność. Odwzorowanie? Absolutnie genialne. Dobór aktorów, przedstawienie wątków. Wiadomo, nie wszystko jest tak, jak było opisane w książce, ale jednak, jest to coś.
 Nie będę wracać do wątków, opisanych już wyżej ani zagłębiać się bardziej. Nie ma co przedstawiać całości, każdy powinien przekonać się sam.

W główną rolę wciela się Matt Dilon. I myślę, że był najlepszym możliwym wyborem. Oczywiście odezwą się głosy, że nie jest taki jak Ethan i że no jak to, można było wziąć kogoś młodszego, kogoś bliższego opisowi. Bzdura.
Reszta obsady to ludzie przypadkowi, którzy pewnie pasowali do opisu 'jako-tako'.
Tak czy inaczej, zagrali wszyscy świetnie.

Jedno 'ale' mam do tego serialu. A mianowicie, plątanie widzowi w głowie zupełnie bez sensu, odbieganie od książki w nieznaczny sposób ale jednak taki, że mąci,nie wiadomo co się tak na prawdę dzieje i do końca nie mamy pewności czy to faktycznie wizja po końcu świata czy eksperyment FBI. Całkowicie odbiega to od tego, co jest w książce.
Historia Adam'a! No nie, nie, nie! Było inaczej!
Zakończenie serialu! Było zupełnie inaczej!
Ubolewam, oj ubolewam a łezka się w oku zakręci chyba każdemu w ostatnim odcinku.

Tak czy siak, za całość 10/10 bo gdybym nie czytała najpierw książki to cała akcja byłaby dla mnie poprowadzona bezbłędnie.


Uf! Skończyłam :)
Polecam tą książkę wszystkim. Jest świetna pod każdym względem. U mnie na honorowym miejscu numer jeden. Na tą chwilę.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2019 Wystukane recenzje