17 listopada

Pochłaniacz


Muszę bardzo, bardzo, bardzo przeprosić za długą nieobecność.
Nawał zajęć i ogromna ilość, ostatnimi czasy, konkursów zaważyły na tym, że nie miałam ani czasu, ani weny żeby tu coś wrzucić. 
Ale już wracam!
Dzisiaj Pochłaniacz Katarzyny Bondy.
Dlaczego akurat ta książka? Otóż, wygrałam ją w konkursie na Lubimy Czytać. 
Zanim przejdziemy do recenzji, muszę się pochwalić!
Tu moja praca konkursowa, za którą otrzymałam moją pierwszą w życiu wygraną książkę (będąc nieskromną, później już płynęły do mnie jedna za drugą :)). 







To była moja pierwsza wygrana i zarazem pierwszy polski kryminał jaki przeczytałam. 




Od razu, jak przyszła pocztą, zabrałam ze sobą do pracy. Wtedy w tramwaju, autobusie, w chwili wolnej wciągałam ją strona po stronie. Jak na polską książkę, świetna. Wtedy byłam zachwycona ale...no cóż. Później poznałam Larson'a, książki Alex Kavy, Link, Nesbo, Lackberg i czar prysł.
Wspomnienia związane z tą ksiazką mam dobre, nie mogę powiedzieć, że nie.

Do rzeczy.
Sama historia jest ciekawa. Wątki nie są porozciągane a zagadka (mimo, że pewnie część czytelników by ją rozwiązała nawet nie w połowie książki) jest ułożona w taki sposób, żeby zastanawiać się kilka razy w ciągu czytania czy to na pewno o to chodzi.

Minus za to, że w samo śledztwo Bonda praktycznie nie wchodzi. Za to jest skakanie po wątkach policyjnych a skupienie się na życiu bohaterów, niczym na brazylijskim serialu.
Nie ma napięcia, nie ma elementu zaskoczenia a mimo to czyta się naprawdę szybko i lekko.

Pochłaniacz jest pierwszym tomem z czterech serii żywiołów Załuskiej.
Uważam, że stety, niestety, najlepszym. Do tej pory wydany został jeszcze drugi tom, Okularnik. Recenzja z mojej ręki pojawi się na 100%. Ale nie liczcie na oklaski. Moim zdaniem po Pochłaniaczu, Bonda już nic lepszego nie wypuści do księgarni. Sam Okularnik według mnie jest ogromną porażką Katarzyny. Dlaczego? Tomisko grube tak, że King by się nie powstydził takiej powieści a zamiast zachwycać jeszcze bardziej niż pierwsza część o Załuskiej, niestety wbija nóż czytelnikowi (już nie mówiąc o fanach autorki) prosto w serducho. Wyciągnięte opisy, nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Na około 800 stron książki, nie dzieje się w niej absolutnie nic.

Ale wróćmy do tematu książki widniejącej na zdjęciu powyżej. Polecam? Polecam. Dlaczego? A no, w sumie, poza Chmielewską, nie mamy wśród Polaków pisarzy, którzy mogą się poszczycić lepszymi kryminałami. Aczkolwiek, jeśli ktoś miał już do czynienia ze skandynawskimi kryminałami to nie polecam bo się zawiedzie. Jednak autorzy, których wymieniłam na początku Bondę zostawiają daleko w tyle.
Smutne, ale prawdziwe. Na tą chwilę, jeśli chodzi o naszych pisarzy co polecić? Tylko fantastyka. Cała reszta do przeczytania z braku laku, żeby mieć własne zdanie ale generalnie szkoda czasu.

Oceniłam tą książkę na 9/10 ale to było, jak już mówiłam, na początku. W tej chwili, znając całą masę genialnych książek, tę oceniam na 5/10. I nie więcej i nie mniej.
Odkładam ją na półkę bez żalu. To nie jest to 'coś' i nie wrócę do niej a nad zakupem trzeciego tomu poważnie się zastanowię.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2019 Wystukane recenzje