19 listopada

O premierach serialowych drugiej połowy 2015 subiektywnie.



A więc...tak wiem, od 'a więc' nie zaczynamy zdania. Ale a więc, seriale!
Tak, tak. Moja hm... rozrywka? Pasja? Zainteresowanie? Zwał, jak zwał. Po prostu kocham seriale. Są o niebo ciekawsze od większości filmów i trwają dłużej a te, które tak bardzo chce się oglądać dalej, cieszą swoimi premierami kolejnych sezonów.
Dziś nie o tym, co ogólnie oglądam, bo jest tego zbyt dużo żeby na raz opisać a o premierach drugiej połowy 2015 roku.

 
O tych, które już się odbyły. Dlaczego? Dlatego, że opinię o serialu można już wystawić po kilku odcinkach a w przypadku większości nowych produkcji, mogliśmy obejrzeć już po około 8 odcinków każdego z nich.
Dlaczego subiektywnie? Bo nie interesuję się serialami, które nie są godne zainteresowania. Po co napisać, że to tani chłam? No właśnie. Lepiej się skupić ta tym, co można drugiej osobie polecić z czystym sumieniem.
Pojawią się też w zestawieniu nowości, które swoje premiery dopiero będą miały. Też jest ich kilka i są wśród nich takie, na które już czekamy i sprawdzamy ile dni zostało do pierwszego odcinka.

Zacznijmy od tych pierwszych, czyli tych, które już możemy oglądać.
Zaznaczam od razu, że kolejność nie ma znaczenia. Znaczenie ma ocena serialu.

A więc! Numer 1:
Scream Queens.
Pierwsze wrażenia? Głupi. Głupi jak żółta kredka ale zabawny. Czy oglądać? No to już zalezy od człowieka.
Jest to durnowata komedia amerykańska. Gdyby opisać jednym zdaniem to brzmiałoby ono: podróbka strasznego filmu.
Nie można powiedzieć, że jest wart oglądania, bo nie jest. Na odmóżdżenie? To już bardziej.
Emma Roberts zagrała genialnie główną rolę, w końcu jest w swoim żywiole ;)
U mnie 6/10 i mimo, że oglądam, nie mam parcia na kolejne odcinki. Gdyby się teraz skończył, to bym nie rozpaczała.

Numer 2:
Limitless.
Jeden z moich ulubionych seriali w tej chwili. Jest to kontynuacja filmu o tej samej nazwie.
Polski tytuł 'jestem bogiem'. Film zbierał same najlepsze oceny i tak samo jest z tą produkcją.
Mamy ten sam motyw: chłopak bierze tabletki, po których wykorzystuje swój mózg w 100% a co za tym idzie, staje się geniuszem.
Pierwszy odcinek rzuca na łopatki.
Później zaczynają się schody. Jeden odcinek jest świetny a inne są nudne. No prawda, jest to kolejny detektywistyczny/fbi a mimo to, jest u mnie wysoko na liście 'oglądanych najchętniej'.
Polecam. Warto zobaczyć, chociażby żeby się przekonać czy to jest nasz klimat.
U mnie zebrał ocenę 9/10. Jeden minusik za aktorkę, którą widać na plakacie powyżej. No nie! nie! i jeszcze raz, nie!!! Nie pasuje do tej roli i nie da się na nią patrzeć. Ale jest już w obsadzie, trzeba znieść.

Numer 3:
Blindspot

 Mój numer 1 premier tej połowy roku.
 Kolejny z serii FBI/CSI ale z oryginalną fabułą.
Dziewczyna zostaje znaleziona w torbie w centrum miasta, wytatuowana na całym ciele i z amnezją. Tatuaże jednak nie są przypadkowe. Kryją w sobie zagadki kryminalne a zaczynamy od nazwiska jednego z najlepszych agentów FBI na jej plecach. Później już w każdym odcinku rozwiązywana jest inna część tatuażu a przy tym powoli powraca pamięć Jane, którą straciła w niewiadomych okolicznościach.
Plusem jest kiełkujące uczucie między głównymi aktorami a także machlojki, jakich dopuszcza się nie tylko jedna z partnerek Kurt'a ale też jego przełożona.
Moim zdaniem jeden z najlepszych i czekam na każdy jeden odcinek niecierpliwie.
Ocena: 10/10.

Numer 4:
Quantico 


Przyznam, że na początku w ogóle nie oglądałam. Dopiero po którymś odcinku, za namową znajomych i chłopaka, włączyłam pierwszy odcinek. Wtedy było tuż po premierze 4 odcinka i obejrzałam wszystkie 4 jednego wieczoru.
Jak plakat sam o sobie mówi, FBI.
Nuda?
Wbrew pozorom nie.
Mamy tu kolejny motyw, którego nikt by się nie spodziewał. Nie jest to typowa zabawa w policjantów i detektywów a wręcz przeciwnie. Poznajemy tu kandydatów na agentów FBI i to nie przypadkowych. Ale sami zobaczcie! Nie ma co opowiadać, niech każdy włączy i się zdziwi lub nie. W końcu nie każdy lubi to samo.
Razem z Blindpot jest u mnie najwyżej na liście seriali, które w tej połowie roku powaliły na kolana a każdy odcinek jest wyczekiwany.
10/10 oczywiście.


A teraz premiery, które dopiero będą miały miejsce.

Numer 1:
The Man in the high castle.


 Cóż to? Wizja Ameryki Północnej po drugiej wojnie światowej ale alternatywnie. Czyli spojrzymy na nią w sposób co najmniej dziwny, niechciany a mianowicie: po zwycięstwie nazistów.
Ja czekam, od dwóch miesięcy nie mogę się doczekać. A Wy?

Numer 2:
Jessica Jones. 


Najświeższa produkcja Netflix. Zostanie nam przedstawiona była superbohaterka, która postanawia zmienić swoje życie i postanawia zostać detektywem.
Szczerze?
Nie do końca wiem co o tym myśleć ale mam pozytywne wrażenia i czekam na pierwszy odcinek. Chętnie zobaczę cóż to netflix (bądź co bądź, geniusz serialowy) znów nam zaprezentuje.

I to tyle jeśli chodzi o premiery.
Nie oglądacie? Zobaczcie. 
Oglądaliście? Opiszcie swoje wrażenia :) 
Tyle na dziś.
Pa! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2019 Wystukane recenzje