02 stycznia

Gdzie jest prezydent?

     Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, którą miałam przyjemność przeczytać przedpremierowo dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak za co bardzo dziękuję.

     Najtrafniejszym podsumowaniem według mnie jest fakt, że zdecydowanie lepsza jest książka pod tytułem „house of cards”. Druga kwestia jest taka, iż podsumowanie całości możemy przeczytać w jednym z końcowych rozdziałów. Wyjaśnione jest tam wszystko i tak naprawdę ktoś kto nie czytał całości i tak by zrozumiał o co chodziło.
Natomiast jest to pozycja dla każdego miłośnika political fiction.

     Jeśli chodzi o moje odczucia, to nie jest to co tygryski lubią najbardziej i przebrnęłam rozdział po rozdziale bez większej frajdy. Ale to tylko moje zdanie bo bardzo lubię książki, w których akcja toczy się gwałtownie i nie daje odetchnąć. Tu tych oddechów miałam aż za dużo i nieco się nudziłam.
Czuję w związku z tym potężny niedosyt spowodowany miłością ogromną do serialu House of cards.

     Tak czy inaczej polecam bo warto czasami uświadomić sobie jak działa polityka i jak niektórzy są skłonni się poświecić dla własnego kraju a jak wiemy Amerykanie są patriotami jakich powinno się podziwiać.
     Myślę, że współpraca Panów Clinton’a i Patterson’a miała na celu nadanie tj książce wiarygodności a co za tym idzie miała nami nieco wstrząsnąć.

     Czy tytuł adekwatny? Tak, ma on z fabułą bardzo dużo wspólnego. Temat jest też aktualny i warto się zastanowić nad naszym światem bo terroryści czają się nie tylko w książkach.

     Moja ocena to 7/10.
Jeszcze raz dziękuje wydawnictwu Znak za możliwość zmierzenia się z tą pozycją i z przemyśleniami, które wywołała.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2019 Wystukane recenzje