01 stycznia

Sekcja legalnych morderców. Preludium. [PRZEDPREMIEROWO]

 

     Hej, hej! Na dobry początek roku mam dla Was recenzję przedpremierową książki "Sekcja legalnych morderców. Preludium". Zapraszam!     


     Na tę książkę skusiłam się ze względu na okładkę i na opis. Ten drugi już Wam wrzucam niżej!

     Opis Wydawcy:

     "Gdy stracisz wszystko, nie musisz już bać się ryzyka.

      Cel jest jeden – złoto ukryte przez Inków. Żeby je zdobyć, oddelegowano specjalny samolot, zebrano grupę garimpeiros gotowych do ciężkiej pracy w dżungli oraz przetransportowano sprzęt mający ułatwić i przyspieszyć pracę poszukiwaczy złota. A czasu nie ma zbyt wiele – raptem jakieś trzy i pół miesiąca, nim zacznie się pora deszczowa. Wszystko zostało dokładnie przemyślane, a skarby zdają się czekać na wyciągnięcie ręki. Henry McGregor, dowódca wyprawy, nie wziął pod uwagę tylko jednego – tego, że nie wszyscy członkowie eskapady są gotowi poddać się jego woli i że jest wśród nich ktoś, komu wcale nie zależy na złocie. Wkrótce okaże się, że ten wyjątkowo sprytny gracz może zamienić zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach akcję w niebezpieczną walkę o przetrwanie…

      Mężczyzna z wysiłkiem otworzył oczy. Czarne kręgi dalej wirowały. Z trudem uniesione powieki nie wprowadziły żadnej zmiany. Po chwili zdołał zatrzymać i skupić wzrok na jednym punkcie. Zrobił to automatycznie, nie wiedział nawet, co to jest. Dopiero po chwili zrozumiał, że to dziurka od klucza w zamku. Widocznie zapalili światło w korytarzu, bo wcześniej jej nie zauważył. Uświadomił to sobie z trudnością i zaraz potem głos z wiejskiej studni skojarzył z odpowiednią osobą.
[…] Dostać dwa razy w łeb w ciągu paru godzin to przynajmniej o jeden raz za dużo. Tętno mógł sobie policzyć bez dotykania ciała. Pokrywało się z uderzeniami kowalskiego młota, który od jakiegoś czasu podjął pracę w jego głowie.
– Leż spokojnie. Na razie masz dość – stwierdził kapitan. – Odpoczywaj, nie wiadomo, co nas jeszcze czeka."

    I tak oto przepadłam. Sami chyba powiecie, że ten opis jest niezwykle zachęcający do sięgnięcia po tę książkę, prawda? Tylko czy o treści też można powiedzieć, że jest świetna? 

    Zacznę od bohaterów. Główny, czyli zarazem dowódca akcji, Henry jest skonstruowany naprawdę świetnie. Czytając o jego przygodach można poczuć się jak by się mu towarzyszyło, jak by było się tuż obok niego. Za co ogromny plus i jednocześnie minus, bo mam wrażenie, że autor skupił się tylko na nim. Cała reszta jest jakby z przymusu, bo była potrzebna. W końcu sam nie poleci po złoto ukryte przez Inków, prawda? I tak oto, nawet nie pamiętam kim ci ludzie byli i mam poczucie, że nie byli ani trochę potrzebni. A szkoda.

    Akcja. Ta jest wartka, co dla mnie jest ogromną zaletą. Nie lubię ciągnących się opisów, ale jednocześnie chciałabym, aby było więcej z powieści przygodowej. Jako tego typu książka, według mnie, byłaby o niebo ciekawsza. Sami musicie przeczytać i zobaczyć, czy to Wasze klimaty, ale ja miałam takie poczucie, że zamiast powieści sensacyjnej lepiej byłoby zrobić przygodówkę. 

    Myślę jednak, że warto po tę książkę sięgnąć i polecam, szczerze, bo kolejne polskie nazwisko może jeszcze zabłysnąć na półkach księgarni. Choć muszę też przyznać, że ta książka jest lekko niedopracowana. Ale zobaczymy, czekam na kolejną i okaże się, czy autor się rozwinie :) 

    Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2019 Wystukane recenzje