27 grudnia

Człowiek w lustrze

 


     Book Morning! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Dolnośląskiego. Ciekaw? Zapraszam dalej!     


     "Człowiek w lustrze" to już kolejna książka autorów ukrywających się pod jednym nazwiskiem, które znajduje się na okładkach cyklu z Jooną Linną. To już ósmy tom i podpowiem od razu, na początku, że nie trzeba czytać w odpowiedniej kolejności. Sama robię to dość losowo i za mną dopiero połowa serii, a jednak nie gubię się w wątkach i czytam... no właśnie, z przyjemnością? Z obrzydzeniem? A może już sobie daruję i więcej nie będę czytać tej serii?

    Bardzo lubię, jakkolwiek to nie zabrzmi, gry trupów pojawia się w książce hurtowo, gdy krew leje się litrami, a cierpienie wręcz cuć namacalnie przez treść. Kiedy ciarki przechodzą od samego wyobrażenia sobie jaką krzywdę może wyrządzić jeden człowiek drugiemu, a jednocześnie często rozumiejąc powody, dla których coś takiego się dzieje. Czy w tej książce to wszystko znalazłam?

     Tym razem Linna musi zmierzyć się z mordercą w walce o życie młodych kobiet, które porywa, nieludzko traktuje, a później, jak się okazuje, zabija. Wiadomo to, ponieważ na placu zabaw zostaje znaleziona dziewczyna, która została przez zwyrodnialca porwana pięć lat wcześniej. I jeśli oczekujecie właśnie krwistej jatki, to tutaj taka jest i to bardzo dokładnie opisana. Facet znęca się w przeróżny sposób, a narzędzia, jakimi torturuje kobiety są przeróżne. Krew się leje, jest sadystycznie, paskudnie i podchodzi mi srogo pod Cartera. Ale nie tylko na samym wzbudzaniu obrzydzenia Kepler działa. Mamy tutaj wiele motywów i wręcz powiedziałabym, że niektórzy mogą poczuć przesyt. Zagłębiamy się w tematy hipnotyzerskie, w podwójne lub nawet wielokrotne świadomości, w problemy z pamięcią, z alkoholem, a ba, nawet znajdziecie w środku szczegółowo opisane sceny seksu. Ale przede wszystkim to thriller, kryminał i wyścig z czasem by morderca nie zdążył zabić kolejnej młodej kobiety.

     Jeśli chodzi o wielowątkowość, to podpowiem od razu tym, którzy się boją, że się pogubią, że akcja poprowadzona jest tak, że zakręcicie się, ale jedynie we własnych domysłach, ale nie w ilości bohaterów czy poszczególnych scen, bo nie ma tu chaosu. Wszystko jest przemyślane, a bohaterowie charakterystyczni i stworzeni tak, że nie zapomina się kto był kim i nie trzeba cofać się o kilkanaście stron żeby sobie przypomnieć.

    Dla tych wrażliwszych ta książka zdecydowanie nie jest, bo jest bardzo krwista, wręcz momentami ma się wrażenie, że człowieka aż boli gdzieś w środku od samego czytania. Jest brutalnie, sadystycznie, a miłośnicy Cartera byliby zachwyceni. Ja byłam. Ot, zagłębianie się w psychikę psychopatycznych morderców z zapędami sadystycznymi jest fascynujące. Ileż można się dowiedzieć o ludzkiej psychice!

    Zatem tak, podsumowując, polecam, ale właśnie fanom gatunku. I nie chodzi mi o kryminały same w sobie, bo są takie, w których nie ma przemocy, nie ma wielu trupów i opisanych scen, które mrożą krew w żyłach, tylko tym, którzy chętnie sięgają po te, w których wszystko jest bardzo szczegółowo opisane, a gdy widzą gdzieś dopisek, że inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, nie mdleją na samą myśl.

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.



1 komentarz:

  1. Na pewno nie będę to dla mnie łatwa lektura, ale chcę podjąć to wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2019 Wystukane recenzje