24 grudnia

Polowanie

 


     Book Morning! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Rebis, zapraszam dalej!     


     Bernard Minier zagościł u mnie jako odkrycie czytelnicze dwa lata temu, gdy wpadłam na "Bielszy odcień śmierci". Przepadłam wtedy i pochłonęłam wszystkie dostępne tomy serii, a teraz jestem z nimi już na bieżąco. Siódmym z kolei i jest właśnie "Polowanie", które ukazało się w listopadzie nakładem Wydawnictwa Rebis. I zapada ważne pytanie... czy Minier nadal daje radę?

     Ponownie spotykamy się z głównym bohaterem, czyli z Martinem Servazem. Ale oprócz niego pojawia się też od razu na początku inny. Dziwny, w środku ciemnego lasu, w poświacie księżyca, jak w najgorszych koszmarach, na drodze pojawia się jeleń. I to nie byle jaki, bo jego ślepia wyglądają niczym ludzkie. Cóż, jak to życie potrafi płatać figle wyobraźni, tak i tym razem kierowcy samochodu, który uderza w zwierzę mózg podpowiada, że to jednak człowiek, a z głową jelenia i już wie też, że ten widok, kiedy przejdzie na przód auta by sprawdzić jak to wszystko wygląda, pozostanie wyryty w jego pamięci na zawsze. W czyjej by nie został, prawda? Tylko co robił w środku lasu chłopak z głową jelenia na sobie? Wyobrażacie sobie możliwość, że jakiś psychopata urządza sobie zabawę pod tytułem "dziś upoluję sobie młodego mężczyznę?". Nie byłoby w sumie w tym nic dziwnego, nie jeden już kazał uciekać swoim ofiarom i na nie polował...

     Miniera uwielbiam za to, że nie wyciąga opisów i dialogów byleby było w powieści więcej znaków. Ot, wolę, gdy wszystko dzieje się szybko, zwięźle i bez zbędnego przeciągania. Niestety, autor przez kilka tomów nieco odbiegał od takiego schematu i zagłębiał się, według mnie, zbyt mocno w życie Martina. Jasne, interesuje mnie co się dzieje z głównym bohaterem, ale no bez przesady, nie muszę znać jego biografii. Natomiast, mam wrażenie, że to już minęło i pewnie dlatego, że wszystko, co autor chciał nam przekazać na temat Servaza, już zwyczajnie przekazał. Dlatego w tym tomie podążamy razem z nim za zagadką bez zbędnego wyskakiwania w przeszłość, czy w wątki poboczne.

    Jeśli chodzi o klimat, to jest to napięcie, które uwielbiam u Miniera! Jest duszno, ciężko, mrocznie, a wizja lasu w poświacie księżyca w pełni i tego, co się w tym lesie może dziać... oj, działa na wyobraźnię i co gorsze, czytelnik ma tę świadomość, że to mogłoby się wydarzyć naprawdę. Ciarki przechodzą po plecach!

    Staram się nie zagłębiać w losy bohaterów aby zbyt wiele nie zdradzić osobom, które dopiero będą chciały zacząć czytać tę serię, aczkolwiek uważam, że śmiało można i w odwrotnej kolejności czytać i w niczym to nie będzie przeszkadzało. Owszem, chronologia zostanie zachwiana, ale to nie zawsze jest problemem.

    Jak zwykle, jeśli chodzi o Miniera, nie zawiodłam się i z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę, a właściwie wszystkie tomy serii z Martinem w roli głównej!

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Rebis.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje