07 marca

Rzeźnik i strzyżyk [PRZEDPREMIEROWO]

 


     Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką o Wydawnictwa Czwarta Strona, zapraszam dalej!     

     "Rzeźnik i strzyżyk". Książka o tym fascynującym tytule premierę będzie miała już jutro. Ja miałam ogromną przyjemność mieć ją w rękach nieco szybciej i pochłonęłam ją w niedzielę dosłownie na jedno chapnięcie. Tylko czy ona była tak krótka, tak dobra, czy tak tragiczna, że chciałam jak najszybciej mieć ją za sobą?

     Przede wszystkim jest to debiut. A tego typu książki osobiście uwielbiam czytać i sprawdzać czy na rynek wpada nowe nazwisko, które będę śledzić z niecierpliwością w zapowiedziach wydawniczych. Co nie oznacza, że każda jest świetna. Co to, to nie, bo czasami wydawane są powieści, które ciężko stwierdzić dlaczego w ogóle ujrzały światło dzienne. A jak to jest z "Rzeźnik i strzyżyk"?

     Na dzień dobry dostajemy seryjnego mordercę oraz patolożkę sądową. To już był dla mnie powiew świeżości, bo nie prowadzimy śledztwa wraz z policją, a właśnie podążamy za patolożką. Opowieść jest snuta z perspektywy dwóch osób. I rozdziały są przeplatane na zmianę, co dla mnie było ogromnym plusem, a jednocześnie momentami powodowało, że chciałam szybciej przeskoczyć do tej drugiej strony aby dowiedzieć się jak tam sytuacja wygląda. A dostajemy faceta, zwyrodnialca zafascynowanego medycyną, który myśli, że go nie złapią, że jest na to zbyt inteligentny. Ilu tak sądziło i wpadało przez własne ego, prawda?

    Z drugiej strony patrzymy na ręce Wren, która na co dzień obcuje z trupami w swoim prosektorium. Ta sprawa jednak staje się dla niej coraz trudniejsza, a dlaczego, to już musicie przeczytać sami. 

    Nie jest to długa książka, bo ma niecałe 300 stron, ale jest napisana tak, że nie da się od niej oderwać. Co ciekawe, bohaterowie nie są w ogóle przewidywalni, a autorka ewidentnie postawiła na to, aby czytelnika zaskoczyć i faktycznie, można się miejscami srogo zdziwić.

    Często wspominam, że lubię, gdy w thrillerach czy kryminałach autor zahacza o życie osobiste bohaterów. Tutaj jest tego bardzo niewiele i w zasadzie pokazane zostaje czytelnikom tylko to, co niezbędne. Na początku nieco mi to wadziło, ale generalnie wyszło na plus, bo nie było lania wody i zmniejszania napięcia żeby się odbić na chwilę do lżejszych momentów.

    Pod koniec czytania mówiłam już, że obiad będzie za dwadzieścia stron, bo tyle mi zostało aby się dowiedzieć co z mordercą. I w zasadzie odpowiedź była okrutnie zaskakująca i nie spodziewałam się takiego zakończenia. Oczywiście nie zdradzę co się wydarzyło, ale powiem tylko, że przewidzieć to się tego nie dało.

    Podsumowując, ta książka to majstersztyk i dla mnie najlepsza przeczytana do tej pory w tym roku. Nie ma konkurencji, po prostu nie ma i mam nadzieję, że autorka pisze już kolejne teksty i będą szybko wydane, bo według mnie to, co tutaj pokazała można śmiało nazwać talentem, a jeszcze jak wypracuje warsztat pisarski, to będzie to obłęd.

     Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta Strona.



1 komentarz:

  1. Po takiej rekomendacji, koniecznie muszę sięgnąć po książkę.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2019 Wystukane recenzje