Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Jaguar, zapraszam dalej!
Fantastyka ostatnio króluje na półkach księgarń i to w najróżniejszych formach. Od romantasy, po high fantasy, a więc każdy fan gatunku znajdzie coś dla siebie, a może nawet wyjdzie ze strefy komfortu i wpadnie po uszy w uwielbienie do jakichś nowych motywów? Czemu nie?
Świat, w którym pojawiają się tajemniczy Gracze, na których za wszelką cenę nie można patrzeć, a gdy już obejmą Cię swoistym urokiem, to trzeba im powiedzieć trzy komplementy, by dali Ci spokój. Czego właściwie chcą? Są nieśmiertelni i to sobie wywalczyli, a po latach umowy by nie zapuszczać się w Twoją część miasta, gdy ta wygasa, nagle się pojawiają i chcą przeprowadzić Dionizje. Swego rodzaju battle royale...
W to wszystko jest wplątana mimo woli osiemnastoletnia dziewczyna, której świat zawalił się dziesięć lat temu, gdy została przeklęta przez jedną z Graczy. Od lat nie widziała swojego odbicia w lustrze, gdyż to niebezpieczne, a sama wygląda jak by chorowała i powoli rozpadała się i umierała. Wtedy wpada w sam środek akcji, gdzie scena jest śmiertelnym niebezpieczeństwem, ale sama wchodzi w sidła znienawidzonych przez siebie Graczy.
Ta książka to kwintesencja fantastyki, gdzie znamy już motywy ze świata, jak chociażby Dionizje, a jednak to zupełnie coś innego, coś nowego, a w ciąga dosłownie od pierwszych zdań. Czyta się z zapartym tchem, bo autorka zrzuca bombę w postaci pierwszego rozdziału, a później już wpadamy w kolejne sceny i akty, gdzie dzieje się bardzo dużo i bardzo szybko. Bo czy może być coś lepszego niż rywalizacja o nieśmiertelność, o bycie wielbionym, w świecie, gdzie Bogów już nie ma? A może są, ale nie są tacy, za jakich ich mamy? I czy każdy chciałby tego wiecznego życia?
Główna bohaterka, Riven, niekoniecznie ma wybór, choć sama twierdzi, że nie pójdzie jak owieczka na rzeź, to coś ją ciągnie do Odeonu i mimo strachu, niepewności, wchodzi w ten świat teatru. Czy to dobry wybór? No i co właściwie ma do stracenia skoro wygląda na to, że po prostu powoli umiera? A jeden z Graczy co w niej widzi tak niezwykłego? Przecież teoretycznie jest zwykłą śmiertelniczką, naznaczoną, objętą klątwą.
"Scena dla złoczyńców" jest jedną z najciekawszych premier miesiąca, w którym pojawia się ich cały ogrom i zapewne będzie górowała na listach pod koniec roku, bo jest absolutnie świeżutka, cieplutka i czyta się ją od pierwszej, aż po ostatnią stronę bez przerw. Nie da się od niej oderwać i jest przepisem na noc nieprzespaną, ale czy kolejny dzień z twarzą niczym trup jest czymś gorszym niż dla Riven ostatnie dziesięć lat, gdzie ludzie unikają jej niczym zarazy?
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Jaguar.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz