Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Filia, zapraszam dalej!
Wampiry czy wilkołaki? U mnie kiedyś to były te pierwsze, a obecnie bardziej zależy mi na realnym oddaniu cech obu typów postaci, aczkolwiek nadal mam słabość do wszelkiego rodzaju kłów!
Aranżowane małżeństwo i młoda dziewczyna, która znika wraz z Alfą, po tym, jak w zasadzie mu się przeciwstawia ratując innego wilkołaka, którego miał zabić? Do tego walki psów, w których udział dla rozrywki mają brać właśnie złapane przez ludzi wilkołaki. Do tego wojna między jednymi i drugimi, a Aurora, główna bohaterka całego zamieszania odkrywa, że wilkołaki wcale nie są tak złe, jak się o nich mówi, ani prymitywne... czyżby?
Za tą książką szaleją za granicą od pewnego czasu, u nas dopiero się pojawiła i według wielu osób to odkrycie, które napisane jest świetnie. Ale szczerze? Wcale nie. I tu leży problem, bo pomysł był i to całkiem ciekawy, choć też już to wszystko było. Nie ma nic nowego, nic odkrywczego i co najgorsze... nic nieprzewidywalnego. Dosłownie od razu można się domyślić do czego zmierzają konkretne wątki i co z tego wyniknie. W końcu ma to być romantasy. Ale kurczę, nie aż tak łatwe, proste i nastawione na to, że po prostu pojawiają się postaci nadnaturalne i jedna z nich związuje się z innym gatunkiem. Pomijając już fakt tego, że to było porwanie, więc czy mamy tutaj syndrom Sztokholmski, czy to faktycznie prawdziwe uczucie? I ten wątek mógł być ciekawy, mógł poprowadzić na pewne poważne wody, gdzie moralność zaczęłaby czytelnika gryźć w sumienie. Ale niestety, nie tym razem.
I choć to prosta rozrywka i taka w zamyśle ma być, to stawiając tę książkę obok wielu ostatnio wydanych romantasy, aż żal człowiekowi, że nie jest to coś lepszego. Co nie zmienia faktu, że czyta się szybciutko, jest to raczej lekka opowieść, a tak bardzo wyczekiwałam w niej wojny, że z miejsca po zakończeniu lektury przeskoczyłam w zupełnie inny magiczny świat. Padło na "Przymierze wróbli".
Ale wróćmy jeszcze na chwilę do bohaterów. Spodziewałam się po Aurorze, że niekoniecznie będzie to postać rozbudowana, ale być może skoro chcą ją pakować w aranżowane małżeństwo, to będzie chciała uciec? A może myśli samodzielnie? Boże, jaka ja byłam naiwna. Niczym infantylna nastolatka (nie oczekiwałam po tak młodej postaci poważnych decyzji i rozmyślań) nagle zakochuje się w mężczyźnie, który ją porwał dla własnego zysku w wojnie, a przyjaciele wmawiali jej, że jest zły, że zniszczy ich świat i nagle, z dnia na dzień, stwierdza, że to jej społeczeństwo to są ci źli. Jasne, nie są idealni, przykładem są chociażby walki psów, które organizują, ale serio? Należałoby jednak myśleć głową, a nie macicą.
Podsumowując: tak, to lekka książka. Tak, jest dobrze napisana fabularnie i się przez nią mknie, nie ma błędów. Tak, to wszystko już było i tak, znów mamy irytującą, głupiutką główną bohaterkę i żadnej głębszej fabuły. Ale czy nie o to czasami chodzi, aby książka była najprostszą rozrywką?
Recenzja powstała we współpracy z Hype.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz