06 maja

Tajne godziny

 

     Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Insignis, zapraszam dalej!     

     Lubicie prequele, sequele itp. odnogi od głównych serii? Zarówno jeśli chodzi o książki, seriale, czy filmy. Dla mnie to zawsze gratka, zwłaszcza jeśli naprawdę jakaś seria mocno przypadła mi do gustu, to łapię po wszystko, co z tego uniwersum pochodzi. No właśnie, bo "Tajne godziny" to Spin-off do "Kulawych koni"!
 
     Dwoje głównych bohaterów, urzędnicy Griselda Fleet i Malcolm Kyle wchodzą w skład komisji powołanej dwa lata wcześniej, której zadaniem było i nadal jest sprawdzenie działań specjalnych służb brytyjskich. Oczywiście dostali pełny wgląd w akta, w tym do poufnych archiwów. I praca szłaby zapewne po prostu swoim tempem, gdzieś tam powoli w urzędniczym grajdole, ale okazało się, że to wcale nie jest taki prosty temat, bo cały czas ktoś im rzuca kłody pod nogi. Dlaczego i kto ma na celu bombardowanie ich pracy? I cóż zmienią akta o tajemniczej nazwie OTIS?
  
     Mick Herron potrafi stworzyć opowieść buzującą napięciem, sensacyjną, szpiegowską i z bohaterami, którzy nie są postaciami "pustymi". Oczywiście wiele też znajduje się tutaj nawiązań do serii Slough horses, a fani z przyjemnością spotkają też właśnie bohaterów tejże serii. Autor słynie z budowania napięcia, ale też z czarnego humoru i wierzcie mi, jedni będą zniesmaczeni, a inni zachwyceni tym, jak zgrabnie potrafi rozśmieszyć czytelników. W ogóle się nie gryzie... w co, w język, czy w klawiaturę? ;)
  
     Ale wracają jeszcze na chwilę do fabuły, to trzeba przyznać, że szperanie w sekretach tajnych służb jest niezmiernie fascynujące, a żeby tego było mało, to i pojawia się wątek Berlina, ale nie tego współczesnego, ale tego tuż po upadku muru. Jak doskonały research zrobił autor? No powiem szczerze, że ciekawostki tutaj gonią kolejne ciekawostki niemal na każdej stronie, a opisy budynków, miejsc, postaci są tak doskonale skrojone, że wyobraźni niewiele pozostaje do manewru. 
  
    To naprawdę kawał świetnej powieści szpiegowskiej, z bohaterami, za którymi tęskni się już po zamknięciu jej i z chęcią wpadłoby się w ten świat pełen sensacji, gonitwy za prawdą i testowania cierpliwości pewnych ludzi. Dla mnie mistrzostwo świata i jak by ktoś Wam mówił, że nie wolno czytać bez znajomości całej serii Slough horses, to mu nie wierzcie. Można w tę wpaść po całości, a dopiero później nadrobić serię!

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Insignis.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje