Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Mag, zapraszam dalej!
Wolicie serie czy jednotomówki? I jednocześnie potężne tomiszcza czy jednak około 300-350 stron jest w sam raz? U mnie królują serie, a tam, gdzie sci-fi, fantastyka, kryminał, to te największe objętościowo są dla mnie największą czytelniczą przyjemnością. Oczywiście, jeśli nie są przegadane, a opisy przyrody nie stanowią połowy treści!
"Światłodawca" to już szósty tom serii Red Rising i zdecydowanie jest to seria, którą trzeba czytać w kolejności zadanej przez autora, bo wydarzenia są ze sobą powiązane. Czy jeśli ktoś dopiero bierze do ręki pierwszy tom, to jest w sytuacji, gdzie czytelniczo ma zaplanowane pewnie minimum kilka tygodni w przód? Owszem. A czy jest czego zazdrościć? Być może...
No właśnie, bo to kontynuacja więc spotykamy ponownie Darrowa. I tutaj ciężko nie rzucić spojlerem, bo pojawia się on nie pierwszy raz, a już sam opis książki sugeruje, że nie tylko będziemy go widzieć jako Żniwiarza, wojownika, ale też tak po prostu człowieka. I to wynika z wielu wcześniejszych wydarzeń, wielu poniesionych strat i ran. Jest to jednak postać, za którą idzie się krok w krok i pochłania się jej myśli, rozumie decyzje. I to jest taki bohater, który dla wielu czytelników będzie tym, którego charakter będzie istotny i jego rys psychologiczny. A dla innych? Starcia, bitwy, wojny! I tutaj obudził się we mnie fan rozbudowanych historii, światów, ale właśnie przede wszystkim umiejętnego kreowania... zniszczenia.
To książka, w której każdy czytelnik znajdzie wątki dla siebie ważne i mniej ważne. Mamy mnóstwo skomplikowanych relacji między postaciami, ale też świat ogromny, w którym można się zgubić, a przy tym także pewnego rodzaju dreszczyk strachu.
„Światłodawca” to opowieść, w której dzieje się bardzo dużo i mamy tutaj wojny, o walkę o władzę, przywiązaniu, ale też poświęceniu i próbie odnalezienia w pewnym sensie samego siebie w świecie ogarniętym chaosem. To historia ludzi, którzy mimo cierpienia i przeciwności próbują chronić tych, na których im zależy. Powieść łączy w sobie brutalność konfliktów z momentami nadziei i emocjami, które zostają w pamięci na długo. W końcu nie bez powodu wielu czytelników mówi, że zostało po lekturze z ziejącą dziurą w sercu.
Dla mnie była to bardzo udana kontynuacja, pokazująca, że Pierce Brown nadal potrafi tworzyć ambitną i pełną rozmachu fantastykę. I tylko jedno jest niezrozumiałe: jakim cudem jest o niej tak cicho? Gdzie fani fantastyki? Łykać ją! Czym prędzej!
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem MAG.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz