Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Zysk i S-ka, zapraszam dalej!
Jaką nadnaturalną umiejętność wybralibyście: widzieć zmarłych czy poznawać każdy sekret, jaki skrywają ludzie? Jedno i drugie mogłoby się okazać straszne, choć każde na inny sposób...
Historia zawarta w pierwszym tomie "Weavingshaw" skupiona się na Leenie, młodej kobiecie obdarzonej niezwykłym darem. A mianowicie widzi ona zmarłych. Gdy jej brat staje na granicy życia i śmierci, zwraca się o pomoc do tajemniczego Świętego Ciszy, który spełnia życzenia wyłącznie za odpowiednią zapłatą. Jej zadaniem staje się odnalezienie ducha Percivala Avona, ostatniego właściciela przeklętej posiadłości Weavingshaw. Z każdą kolejną odpowiedzią pojawiają się jednak nowe tajemnice, a cena cudu okazuje się znacznie wyższa, niż nasza główna bohaterka mogłaby przypuszczać.
Wszelkie opisy, zapowiedzi, pierwsze recenzje głośno i wyraźnie świadczyły o tym, że ma to być romantasy. A jednak nie wątek romantyczny jest tu najważniejszy. Bohaterowie nie zakochują się w sobie od pierwszego spotkania i nie są połączeni żadnym magicznym przeznaczeniem. Ich relacja dojrzewa stopniowo, opiera się na rozmowach, wzajemnym poznawaniu i budowaniu zaufania, dzięki czemu wypada wiarygodnie i nie przyćmiewa pozostałych wątków, a do ego nie mamy pary naiwnych czy głupiutkich nastolatków.
Sama Leena również wyróżnia się na tle wielu bohaterek romantasy. Nie jest niepokonaną wojowniczką ani wybrańczynią losu. Ma własne cele, wątpliwości i problemy, a jej decyzjami kieruje przede wszystkim chęć uratowania ojca oraz zrozumienia własnej przeszłości i tożsamości. Bardzo dobrze wybrzmiewa też motyw wykorzenienia oraz poszukiwania miejsca, do którego naprawdę można należeć. Wiedząc, że autorka sama jest iracką uchodźczynią, łatwo zrozumieć, skąd bierze się autentyczność tego wątku.
Nie sposób pominąć klimatu tej powieści. Mroczne wrzosowiska, duchy, przeklęta posiadłość i wszechobecne poczucie niepokoju tworzą gotycką atmosferę, dzięki której Weavingshaw niemal żyje własnym życiem.
No właśnie, bo choć klimat jest świetny, a bohaterów nie da się nie polubić, to gdzieś tam widać, że to debiut. Naprawdę dobry i widać, że był na tę powieść pomysł, a co za tym idzie, czekając na drugą część mam nadzieję, że warsztat literacki będzie coraz lepszy.
Recenzja powstała we współpracy z Zysk i S-ka.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz