Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Mięta, zapraszam dalej!
Jak podchodzicie do twórczości polskich pisarzy? Ja uwielbiam patrzeć jak się rozwijają, jak często każda kolejna książka jest coraz lepsza, choć nie ukrywam, że wielu sprawdziłam i przekonałam się do nich jak już mieli odhaczone sukcesy wydawnicze. Tak jest właśnie z Pauliną Hendel, ale jak już wpadłam, to przepadłam i teraz każdą książkę muszę mieć i przeczytać jak tylko się pojawi na horyzoncie!
"Zakon" jest drugim tomem serii Sztorm. Zdecydowanie trzeba czytać w odpowiedniej kolejności, ponieważ wydarzenia są ze sobą bardzo powiązane. Powiedzieć, że równie dobrze mogłoby to być jedno tomiszcze, które ciężko by było utrzymać w ręku, to jak nic nie powiedzieć. Dlatego nie róbcie sobie tego i nie wpadajcie w tę część jak dzik w szyszki, bo naprawdę nie ogarniecie o co chodzi.
Kolonia przez rok mogła cieszyć się pozornym spokojem, jednak ten czas właśnie dobiega końca. Śmierć redaktora lokalnej gazety zostaje uznana za samobójstwo, ale naczelnik Sztorm nie wierzy, że sprawa jest tak prosta. I te przeczucia szybko znajdują potwierdzenie, gdy dochodzi do kolejnych zbrodni. Sposób działania sprawcy przywodzi na myśl wydarzenia opisane w ponurych „Baśniach sióstr Morose”. Tymczasem coraz większe zagrożenie zaczynają stanowić ogry, których zachowanie niespodziewanie staje się dziwne i niebezpieczne. Sztorm musi więc nie tylko odkryć, kto odpowiada za makabryczne morderstwa, lecz także zmierzyć się z sekretami skrywanymi przez swoich współpracowników oraz przez nią samą. Nad wszystkim unosi się jeszcze jedna zagadka: kim właściwie jest owiana legendami unhora?
Można śmiało powiedzieć, że mamy tu kryminał z fantastyką wymieszany i wyszło to naprawdę genialnie. Kolejny raz z resztą. I jak mamy romantasy, do którego już przywykliśmy jako romansu z elementami fantastycznymi, tak tutaj dostaliśmy od Hendel kryminał w świecie przez nią wykreowanym i wątek z zagadką kryminalną wychodzi na pierwszy plan, co było świetnym pomysłem.
Ponownie wracamy do Kolonii i spotykamy członków Pokojowej Warty, by razem z nimi zanurzyć się w kolejnym dochodzeniu. Szybko okazuje się jednak, że zakończenie jednej historii nie musi oznaczać definitywnego zwycięstwa. Czasami jest jedynie chwilą ciszy, podczas której zło zbiera siły, by uderzyć ponownie. Bohaterowie przekonują się o tym na własnej skórze, bo motyw krwawych baśni powraca i znów staje się częścią niebezpiecznej rozgrywki.
Najważniejsza pozostaje jednak sama opowieść, a pod tym względem „Zakon” ma do zaoferowania naprawdę wiele. Fabuła rozwija się na kilku poziomach, niejednokrotnie zmienia kierunek i potrafi zaskoczyć, ale jej ogromną siłą są przede wszystkim bohaterowie. To postacie wyraziste, obciążone własną przeszłością i doświadczeniami, które nie pozostają bez wpływu na podejmowane przez nie decyzje. Funkcjonują w rzeczywistości z pozoru znajomej, opartej na zasadach, które łatwo zrozumieć, a jednocześnie dalekiej od prostych podziałów i doskonałych rozwiązań. Ten świat może sprawiać wrażenie uporządkowanego, lecz pod jego powierzchnią kryje się znacznie więcej.
Podsumowując: jest mrocznie, jest brutalnie, a przy tym widać, że pomysł na fabułę był od początku do końca i naprawdę nie ma się co bać tych sześciuset stron, bo mknie się przez treść bardzo szybko i czas staje się pojęciem względnym. To naprawdę jedna z lepszych książek jakie miałam okazję w tym roku przeczytać.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mięta.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz