14 września

Makowe dzieci

 


    Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa SQN, zapraszam dalej!     


     Co sądzicie o kryminałach, w których jest pełno tajemnic, zahaczamy o przeszłość i w sumie nieco o klimat dreszczowca? Jest w porządku, czy to jednak już mieszanka i kryminał, to kryminał i tak ma być skonstruowany?

     Dwie historie oddzielone niemal sześcioma dekadami. Jedna tajemnica, która nigdy nie została naprawdę pogrzebana i do tego zbrodnia, która sprawia, że przeszłość ponownie upomina się o swoje.

     Rok 1959. Janina Kalińczykówna podróżuje wraz z objazdowym kinem „Melodia”, odwiedzając kolejne wsie i dostarczając ich mieszkańcom odrobinę rozrywki oraz oderwania od codzienności. Wszystko zmienia się, gdy kobieta otrzymuje zagadkową taśmę filmową i zaczyna odkrywać coś, co ktoś za wszelką cenę chciał ukryć.

     Rok 2017. W willi rodziny Tarwińskich dochodzi do brutalnej zbrodni. Okazuje się, że jedna z ofiar niedawno zwróciła się o pomoc do fundacji prowadzonej przez Tildę, Krysię i Patrycję. Kobiety trafiają w sam środek śledztwa, które prowadzi je do Narwi i historii naznaczonej wojną, zdradą oraz śmiercią niewinnych ludzi.

     Z czasem staje się jasne, że wydarzenia sprzed lat wciąż mają wpływ na teraźniejszość. A im bliżej rozwiązania zagadki, tym bardziej niebezpieczna okazuje się prawda, którą przez dziesięciolecia chroniło milczenie.

     Początek zapowiadał się świetnie i zdecydowanie bardzo dobrze wprowadza w historię, a to już drugi tom (czytać można spokojnie w dowolnej kolejności). Odkrycie dokonane w 1959 roku przez pracowników objazdowego kina od razu budzi  pewnego rodzaju niepokój. Także mroku w tym przypadku nie brakuje. Zbrodnie Tarwińskich są niewyobrażalne i momentami aż trudno uwierzyć, do czego człowiek może się posunąć. Dlatego to książka dla czytelników o nieco mocniejszych nerwach.

     Miałam też momentami nieodparte wrażenie, że historia zbrodni Tarwińskich jest opowiadana po raz kolejny i kolejny, tylko z perspektywy innych bohaterów. Nie zawsze wnosiło to coś nowego. Nie do końca przekonały mnie również pojawiające się w książce drobne akcenty polityczne. Ogólnie gdyby wziąć surową historię, uciąć zbędne elementy, to treści byłoby o połowę mniej.

    Trochę szkoda też wątku Mściciela. Jego tożsamość i motywacje zostały ujawnione wcześniej, niż bym tego oczekiwała, a pozostawienie ich do samego końca mogłoby jeszcze mocniej podkręcić napięcie. Na szczęście finał i tak zapewnił element zaskoczenia, ale taki odczuwalnie zastosowany na siłę. 

     Mimo wszystko „Makowe dzieci” mają w sobie coś, co nie pozwala się oderwać od lektury. Pokazują, że wyrządzone krzywdy nie znikają tylko dlatego, że minęły lata, a trauma potrafi przetrwać znacznie dłużej niż sama zbrodnia. Niektóre wydarzenia są po prostu czymś znacznie gorszym niż zwykłe zło.

    Pierwszy tom podobał mi się zdecydowanie bardziej, ale po zakończeniu „Makowych dzieci” pozostaje ciekawość, co wydarzy się dalej. Podlasie na pewno nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.

     Recenzja powstała we współpracy z SQN.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje