Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Zysk i S-ka, zapraszam dalej!
Czy okładka, to już pretekst do sięgnięcia po książkę? Dla mnie zdecydowanie tak. To ona pierwsza ma przyciągnąć wzrok w księgarni i to najpierw kupujemy oczami, a czasami naprawdę warto dać się zaskoczyć, nawet gdyby to oznaczało wyjście z własnej strefy komfortu!
"Tkający fale" to drugim tom serii i choć czytać wypadałoby w odpowiedniej kolejności, to nie jestem pewna, czy poza spojlerami, ktoś się pogubi, jeśli wpadnie właśnie najpierw na tę część. Więc jak ktoś z Was tak zrobił, to koniecznie dajcie znać jak to się skończyło!
A wracając do książki: Rhya Fleetwood chciała przestać być pionkiem w cudzej grze. Po krwawej bitwie podczas Fyremas straciła przyjaciół i dom, a teraz nie wie nawet, czy uda jej się ochronić Penna. On tymczasem pogrąża się w odbudowie swojego królestwa i planowaniu zemsty. Los prowadzi Rhyę do Dworu Wody, gdzie poznaje tajemniczego króla Sorena. Łącząca ich więź odsłania przed nią kolejne tajemnice związane z drzemiącą w niej mocą. Im więcej Rhya odkrywa, tym trudniej jej przewidzieć, dokąd zaprowadzi ją własna magia.
Tym razem historia zabiera nas do Llŷr, czyli królestwa, którego w pierwszym tomie czytelnicy nie mieli możliwości poznać. Autorka stworzyła zupełnie inną przestrzeń niż w poprzedniej części, a jednocześnie zadbała o to, by nowe elementy pasowały do już poznanych zasad magicznego świata. To właśnie rozbudowywanie uniwersum okazało się jednym z najmocniejszych punktów tej części.
Relacje między bohaterami są również jednym z elementów, które najbardziej mogą czytelnika zaskoczyć świeżością i tym, że nie są typowe jak na romantasy przystało. Rhya znalazła się w wyjątkowo skomplikowanym układzie i naprawdę trudno przewidzieć, w którą stronę potoczą się jej uczucia oraz wydarzenia. Do tego dochodzą nowe postacie drugoplanowe, które bardzo szybko zyskują sympatię (lub antypatię ;)) czytelnika.
Nie jest to książka, a właściwie seria, która byłaby nastawiona na nieustanną, zawrotną akcję. Tempo bywa spokojniejsze, ale nie oznacza to, że książka jest nudna i powolna. Wręcz przeciwnie, fabuła stopniowo się rozrasta, kolejne elementy układanki pojawiają się w odpowiednim momencie, a napięcie narasta wraz z rozwojem historii. Wszystko zmierza też do wielkiej walki dobra ze złem i umówmy się, większość fanów fantasy właśnie na to najbardziej czeka.
„Tkający fale” spełnił więc moje oczekiwania i podobnie jak pierwszy tom utrzymał mnie przy tej serii. Po takim finale pozostaje mi tylko czekać na kolejną część. Tym bardziej że kompletnie nie mam pojęcia, dokąd autorka poprowadzi tę historię. I to chyba jest w tym wszystkim najlepsze... to oczekiwanie na coś innego, nowego, nieszablonowego.
Recenzja powstała we współpracy z Zysk i S-ka.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz