16 kwietnia

Urodzony morderca



     Book Morning! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Muza, zapraszam dalej!     

     Wszystkim powtarzam, że z Kasią Bondą to mam taką relację, że jedną jej książkę uwielbiam, a inną mogłabym rzucać o ścianę. Od początku tak było, jak tylko przeczytałam "Pochłaniacza", którego pokochałam tylko po to by resztą serii niemal gardzić. I tak to już właśnie jest z niektórymi autorami i ich książkami. Seria z Hubertem Meyerem to już w ogóle jest lekki kosmos, bo potrafią trafić się tomy, które pochłaniam z ogromną przyjemnością, ale też trafiają się takie, które są dla mnie tragiczne. Nie narzekam, bo ta niewiadoma, niespodzianka, czy tym razem będzie to coś, co polubię potrafi ciągnąć mnie do kolejnych książek Bondy niemal nałogowo.

    W takim razie, czy ten już dziewiąty tom mnie zachwycił?

    Na dzień dobry dostajemy trupa. Tutaj zdziwienia nie ma, w końcu to kryminał z profilerem w roli głównej. Tym razem w spalonym samochodzie zostają znalezione zwłoki. Zwęglone. Wszystko wygląda na to, że to portugalski biznesmen. Czyżby ktoś chciał się go pozbyć i dlaczego?

     W tym momencie policja dostaje listę cudzołożnic. Jak by na to nie spojrzeć, wygląda podejrzanie. No i każda z nich nagle staje się podejrzaną, bo przy tak dziwnych relacjach oprócz kobiet trzeba wziąć pod uwagę też ich partnerów, którzy mogliby chcieć się zemścić na kochanku swojej partnerki. Policja prosi Meyera o pomoc i ten nie ma wątpliwości, że to była zbrodnia w emocjach. I mogłoby się wydawać, że ta sprawa będzie łatwa do rozwiązania do momentu, aż znalezione zostaje kolejne spalone ciało. Tutaj Hubert już zakłada, że to seryjny morderca.

      Katarzyna Bonda wraca po raz kolejny do płomieni. Już wcześniej poczyniła książkę, jedną z serii z Saszą Załuską, gdzie to ogień miał duże znaczenie. I mam wrażenie, że tu nie ma nic nowego. Niektórzy powiedzą, że ciekawym zabiegiem jest pokazanie od razu człowieka, który zabija i później dążenie wraz z profilerem do odkrycia zagadki. To też nie jest nowość, ba, jakoś niedawno pojawiła się przynajmniej jedna podobna powieść. I szczerze mówiąc, mam wrażenie, że autorka mocno się zainspirowała kilkoma powieściami, z których skleciła swoją własną. Od początku do końca czuć, że to już gdzieś było.

     Nie popsuło mi to jednak frajdy z czytania, bo seria z Hubertem Meyerem są to krótkie i mimo wszystko wciągające kryminały na jedno podejście. Tu nie ma się co rozdrabniać, wieczorkiem się siada, trzy godziny i po robocie. Traktując je jako niezobowiązującą, niewymagającą lekturę można naprawdę dobrze spędzić czas.

    Jak wspomniałam, czytać trzeba w odpowiedniej kolejności, a tym razem oprócz Meyera pojawia się ktoś jeszcze, a to musicie sprawdzić sami, nie będę spojlerować. To dla mnie był jeden z ciekawszych wątków i mam nadzieję, że ta osoba pojawi się w kolejnych tomach.

     Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Muza.



2 komentarze:

  1. Muszę wreszcie poznać twórczość tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten tom czytało mi się bardzo dobrze. Nie był mocno poplątany czy zaskakujący, ale dzięki temu z łatwością śledziłam akcję. A w książkach Bondy to ja się potrafię czasami pogubić.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2019 Wystukane recenzje