Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Domu Wydawniczego Rebis, zapraszam dalej!
Mieliście już okazję sięgnąć po literaturę coraz u nas popularniejszą, czyli tą japońską? Oczywiście, nie tylko z tego kraju wywodzą się komfortowe, pełne emocji i wzruszeń pozycje, ale już się chyba przyjęło, że mówimy na nią właśnie japońska. U mnie już niejedna zawitała, niemal każda z kotem na okładce i w treści! Od "Kakao w czwartki", aż po jedną z najpopularniejszych, czyli "Zaleca się kota".
Jednak tym razem trafiła do mnie Chibineko. Cieniutka, do połknięcia na jedno podejście. Tak mogłoby się wydawać patrząc na kolory i objętość, ale nie łudźcie się, niektórzy dawkują ją sobie po troszeczku. Skąd taka sytuacja?
W środku znajdujemy postacie, które nie mogą sobie poradzić ze stratą. W Chibineko oferowane są posiłki o właściwościach niezwykłych, bo dają szansę na rozmowę ze zmarłą osobą. Kucharz doskonale wie, jakie danie przygotować, a każde powiązane jest z osobą, której już na tym świecie nie ma. Jakim cudem wie co przyrządzić? No właśnie... czy to magia? I jak to już niektórzy czytelnicy mogli przeczytać w "Zanim wystygnie kawa" tutaj także to wszystko odbywa się póki posiłek nie wystygnie.
W tej niepozornej książce mieszczą się cztery opowiadania. Cztery różne osoby, choć delikatnie ze sobą łączą się wątki, to jednak nawet gdyby czytać książkę wspak, to wszystko byłoby jasne.
Choć kolorystycznie można zwątpić, to są to historie żałoby, straty, często niemożności pogodzenia się z tym, co się stało, tęsknoty za rodziną, za miłością. Wzruszeń przy niej co nie miara, ale także śmiało można ją podarować osobie, która właśnie jest w podobnej sytuacji, może to przynieść ukojenie, a zaznaczanie cytatów może być odkryte w tym przypadku niczym nowe hobby.
Dla mnie to było podejście na raz. Nie mogłam się oderwać, chciałam wiedzieć kto przyszedł do restauracji następny, czy pomogło mu to w odzyskaniu choć odrobiny spokoju, ale też tak przyziemnie chciałam wiedzieć co przygotuje kucharz i czy osoba przy stoliku będzie zdziwiona, czy może wręcz przeciwnie, od razu będzie wiedziała, że to było ulubione jedzenie bliskiej, zmarłej osoby.
W tek książce dzieje się magia. Nie da się tego inaczej opisać i jednocześnie nie da się powiedzieć o niej czegoś złego. No, może tyle, że patrząc na inne tego typu opowieści, to jednak mamy swego rodzaju schemat. Ale czy to źle? Czy w takich historiach zawsze musi się kryć zupełnie coś nowego?
Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz