Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa SQN, zapraszam dalej!
Jakie książki z szeroko pojętej kategorii sci-fi, horroru możecie polecić? Coś nietypowego, mniej znanego, a po co koniecznie każdy fan powinien sięgnąć.
Książki Marcina Mortki goszczą u mnie od lat. Pierwszy tom serii "Miasteczko Nonstead" czytałam jeszcze w wydaniu od Wydawnictwa Videograf, a gdy pojawił się drugi tom i od razu też nowe wydanie pierwszego od SQN wiedziałam, że sprawdzić muszę czy druga część jest równie ciekawa. Bo tak, pierwszy tom był świetny. A ja uwielbiam tego typu opowieści, a stworzył też coś na ten kształt Blake Crouch.
Wracając jednak do "Hellware", to w pierwszej kolejności trzeba zaznaczyć, że to ścisła kontynuacja i zdecydowanie trzeba przeczytać najpierw tom pierwszy. W innym przypadku zwyczajnie nie będzie się wiedziało o co chodzi, skąd się wzięli bohaterowie i ich obecna sytuacja.
Miasteczko, małe zapyziałe, w którym spodziewalibyśmy się tajemnic, dziwnych i niewytłumaczalnych wydarzeń, prawda? Po raz kolejny zagłębiamy się w to samo miejsce. Razem z głównym bohaterem Nathanielem zastanawiamy się nad tym, co się właściwie stało, bo mężczyzna obudził się jako barman nie pamiętając czemu właściwie pracuje w takim miejscu. W zasadzie nie pamięta ostatnich dwóch lat i tu zaczyna się problem. Uświadamia sobie, że rozwiązanie jego problemu musi być w Nonstead. I tak oto staje nad grobem, nie wiemy czyim a samo miasteczko staje się jeszcze bardziej niepokojące niż wcześniej.
Nathaniel w tym miasteczku odnajdzie przyjaciela, Skinnera i obaj będą musieli zmierzyć się z obławą. Morderczą obławą. Muszą uważać na każdy swój ruch, mieć oczy cały czas szeroko otwarte i nie wolno im odbierać telefonów.
I teraz zapytacie, czy to nie powtórka z rozrywki z pierwszego tomu? Przeczytać i przekonać się czym to będzie dla Was musicie sami. Jak to jest ze mną?
Wracamy do Nonstead, które przerażało i było miejscem, w którym dreszcz przebiegał po kręgosłupie. Kiedy, w trakcie lektury, uświadomiłam sobie, że w zasadzie znów wpadamy w to samo miejsce, to miałam wrażenie, że dostałam odgrzewanego kotleta. Ten sam pomysł, to samo zło, ta sama maleńka społeczność i dziwne uczucie niepokoju, ale czy straszy bardziej? Nie. Właśnie mniej, bo czuje się, że już się to widziało, już się to czytało i przeżyło. Więc odczuwam lekki niedosyt, mimo że wróciłam do Nonstead z ogromnym zaciekawieniem i z niecierpliwością pochłaniałam każdą stroną.
Czy w takim razie warto sięgnąć po "Hellware"? Myślę, że tak. Mimo, że towarzyszy poczucie powtarzalności to jest to nieco inna opowieść, mimo że w tym samym, strasznym miejscu, w którym mieszkańcy już ze złem się w zasadzie oswoili. Da się? No nie wiem, ale marionetką można stać się łatwo, a tą już sterować można jak się chce.
Czy to horror? Nie powiedziałabym. Raczej dobry kawał fantastyki z elementami grozy i choć czytało mi się bardzo dobrze, bo uwielbiam język, jakim posługuje się autor, to jeśli postanowi poczynić trzeci tom, to już będę miała większe oczekiwania, będę chciała czegoś nowego, wyjątkowego, strasznego tak, że będę się bała wejść do lasu.
Recenzja powstała we współpracy z SQN Imaginatio.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz