23 lutego

Córki moru

     Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa SQN, zapraszam dalej!     


     Częściej czytacie twórczość polskich czy zagranicznych pisarzy? Dla mnie kiedyś literatura zagraniczna była tą ciekawszą, po którą sięgałam zdecydowanie z większym entuzjazmem, ale później odkryłam nasze rodzime kryminały, thrillery i przepadłam. Obecnie na liście mam wiele nazwisk, które są dla mnie must read, ale wciąż dochodzą nowe i z przyjemnością daję szansę nowym. 

     "Córki moru" to dla mnie pierwsza książka autorki, choć sprawdziłam i wiem, że napisała i wydała też inną, ale to jednak Mroki Podlasia przyciągnęły mnie w pierwszej kolejności. Czy było warto?

     Matylda, główna bohaterka, ucieka od partnera, który się nad nią znęca. Zakończyła związek i jej celem jest Podlasie. Wynajmuje domek, w którym ma nadzieję na odzyskanie spokoju i przemyślenie swojego życia. Co dalej? Bo po takim związku trzeba zacząć się zastanawiać jak to życie ma dalej wyglądać. Jej rozważania i odpoczynek przerywają dziejące się dziwne rzeczy. 

      Ale nie tylko teraźniejszość w tej książce jest istotna, bo także przeszłość. Czasy, gdy wojna, wiedźmy, strach były na porządku dziennym. Te dwie linie czasowe przeplatają się, a momentami można odnieść wrażenie, że wręcz bez siebie nie istnieją i ciężko odróżnić moment, w którym się przenikają.

     Założyłam, że będzie to opowieść nie tylko o kobiecie maltretowanej przez męża, ale także z tłem historycznym. Zdziwiło mnie jednak brnięcie w stronę... horroru? Chyba tak można powiedzieć. Zaczęło dziać się zbyt dużo i to historia Matyldy, która miała być tutaj najważniejsza (z początku tak właśnie może się czytelnikowi wydawać), zeszła na dalszy plan. I ostatecznie efekt, jaki widzimy, to jak by za dużo pomysłów na raz miała w głowie autorka i nie do końca wiedziała jak je połączyć.

     Ostatecznie mam wrażenie, że lepiej by było, gdyby powstały z tego chaosu minimum dwie różne powieści. Tutaj dzieje się zbyt wiele, można się pogubić, a przy tym gubimy gdzieś po drodze sens i ważne elementy fabuły, które miały zapaść w pamięć.

     Niemniej, pomysł był świetny. Trzeba też oddać to, że autorka świetnie kreuje postaci i Matylda wręcz sprawia wrażenie bliskiej znajomej, jak by gdzieś się ją już spotkało i warto jej kibicować. Tylko naprawdę, to mógł być przyjemny thriller noir, a Podlasie zupełnie w inną stronę, być może nawet jako literatura grozy.

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje