05 lutego

Wyspa

 


     Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Literackiego, zapraszam dalej!     


     Dajecie czasami drugą szansę autorom, którzy przy pierwszym spotkaniu nie przypadli Wam do gustu? Ja do tej pory omijałam łukiem takie nazwiska, ale postanowiłam, że ten rok będzie rokiem drugich szans! W ten sposób wpadł do mnie Jędrzej Pasierski. Czytałam już jego książkę, którą porzuciłam z niesmakiem, był to "Dom bez klamek". Jednak wiele osób zachwala jego powieści, a akcja "Wyspy" dzieje się we Wrocławiu, gdzie mieszkam i to miasto uwielbiam. 

     Wrocław, Wielka wyspa i zbrodnia, która wstrząsa miastem. W domu skrzypaczki zostaje znalezione jej ciało, a jedyną osobą, która teoretycznie się znajdowałam tam razem z nią, jest jej syn. Niby to nastolatek, jeszcze dziecko, ale autor w tym miejscu już porusza trudny temat przemocy wśród takich osób, brutalności i tego, że przecież nie można wykluczyć, że to właśnie on zabił matkę.

     Wkracza do akcji psycholog dziecięcy i kluczowa postać tej serii, Szczepan Turski. To on ma za zadanie wybadać co wie Kostek, ile właściwie widział, słyszał, czy w ogóle rozumie co się stało. Śledczym udaje się odkryć istnienie mężczyzny, Pana O., od którego ofiara miała być uzależniona.

     Mamy więc trzy postaci grające rolę w życiu zamordowanej Róży. Mąż, w którego cieniu przyszło jej żyć, Pan O będący właściwie kim? Oprawcą? I syn. Który z nich zabił i czy w ogóle któryś z nich?

     To kryminał wymieszany z thrillerem psychologicznym. Tego się spodziewałam czytając recenzje osób znających twórczość autora. Nie podchodziłam z jakimkolwiek oczekiwaniami czy uprzedzeniami, ale po raz kolejny mam nieodparte wrażenie inspirowania się innymi, bo ten motyw jest już znany, ostatnio poruszany wiele razy, a do tego bohaterowie i ich cała paleta emocji, które wepchnięte zostały, według mnie, na siłę, żeby nie był to suchy kryminał. Mówimy nie tylko o człowieku będącym cichym oprawcą kobiety, która w pewnym momencie boi się każdego kroku i każdego człowieka, ale też o przemocy wśród nastolatków. 

    I jeśli te emocje wyciąć, poruszanie trudnych tematów, porównywanie Wielkiej Wyspy do samotnego człowieka, balansującego na krawędzi, wycofanego, tak jak to miejsce, które pustoszeje coraz bardziej, to dostaniemy śledztwo nie wnoszące zbyt wiele do akcji i przewidywalne na wskroś. Bo cóż można nowego w kryminale dołożyć? Bohatera! Innego, nie kolejnego profilera, więc powstała postać psychologa dziecięcego. Tylko po co?

     Sama zagadka kryminalna chaotyczna, wątki podawane w losowych momentach, a sprawca nagle, pod koniec rzucony niczym szmaciana lalka pod stopy czytelnika. I nic z tego nie wynika, nadal. Więc zostaje rys psychologiczny bohaterów, ich analiza, zachowania, inteligencja i jedna kobieta, która została ofiarą, bo była... no właśnie, słaba, łatwowierna? 

    Druga szansa zatem stała się dla mnie ostatnią i szczerze nie pojmuję zachwytu nad twórczością autora. Jedną z niewielu zalet jest atmosfera, którą faktycznie da się wręcz kroić, tak jest gęsta, ale to nie wystarczy do zbudowania ciekawej, wciągającej powieści.

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje