Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Poznańskiego, zapraszam dalej!
Czy, gdy okładka Was kupuje od razu, bierzecie książkę do ręki i czytacie bez sprawdzania opisu? Dla mnie to jest standard, odkąd kilka lat temu (no, może więcej niż kilka!) weszłam z mężem do księgarni i wybrał on dla mnie książkę z półki, której pewnie bym nie wzięła, bo nie znałam autora, okładka mi się nie podobała i na pierwszy rzut oka sugerowała, że będzie to obyczajówka. A był to kryminał i obecnie jest to mój ulubiony autor i ulubiona seria. Był to Robert Dugoni z jego serią z Tracy Crosswhite. Jeśli macie podobne przygody, dajcie koniecznie znać!
Ale wróćmy do "Seryjnych morderców II Rzeczpospolitej", która powiedzmy, że sugerowała jasno o czym będzie, ale prawda jest taka, że to grafika na okładce i jej wydanie, kolorystyka, twarda oprawa, sprawiły, że chciałam ją mieć na półce i poznać jej treść. A czy warto było?
Doskonale każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że na świecie pojawiło się wielu seryjnych morderców, ale wbrew pozorom, jakie stwarza się na temat II Rzeczpospolitej, niby spokojnej, niby wolnej od tego typu sytuacji, wcale tak nie było. I nareszcie ktoś postanowił, że trzeba precyzyjnie, rzetelnie pokazać, co właściwie się wtedy działo. A działo się, wierzcie mi.
Na przestrzeni lat pojawiało się wielu morderców, choć jeszcze wtedy nie nazywano ich seryjnymi. Teraz to dla nas normalne określenia, ale w tamtych chwilach byli oni dla ludzi wampirami, czy po prosty potworami. Każdy oczywiście miał swój pseudonim i tak pojawiły się chociażby fabrykantki aniołków. Czasy to były piękne dla seryjniaków, bo schwytanie ich i udowodnienie tego, co robili wcale nie było tak proste. Obecnie mamy o wiele większe możliwości, ciężko się im wywinąć, ale tak szczerze, czy to powoduje, że na świecie jest mniej zła?
Autor wziął na warsztat cztery historie i opowiedział je tak, że po plecach przebiega dreszcz, ale z drugiej strony w końcu ktoś postanowił je opisać. Rzetelnie, ale także z ogromnym rozmachem, zagłębiając się w chyba wszystkie możliwe artykuły z tamtych lat. Czy szokuje? Tak i to nie mniej niż społeczeństwo wtedy, gdy odkrywali zbrodnie. A czy istnieje ta doskonała? Na to pytanie, według mnie, nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, bo teoretycznie nie ma zbrodni doskonałej, ale być może nikt o niej jeszcze nie wie...
Każdy, kto jest ciekawy tej brutalnej części historii naszego kraju z chęcią po tę książkę zapewne sięgnie i nie zawiedzie się, bo choć to reportaż, to autor opowiada absolutnie świetnie i nie ma nawet jednego momentu gdy myśli się, że to po prostu nudne sprawozdanie.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz