Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Must Read, zapraszam dalej!
Są takie motywy w literaturze, i nie tylko, które potrafią z miejsca wzburzyć w żyłach krew i to nie dlatego, że emocje są tak intensywne i pozytywne, a dlatego, że oburzenie na ludzkie zachowania i pomysły aż kotłuje w mózgu, bo zrozumieć się ich nie da. Dla mnie jednym z nich jest posiadanie dziecka tylko dlatego, że ma ono być dawcą narządów dla chorego rodzeństwa. I to właśnie zobaczyłam w opisie tej książki, a czy faktycznie aż tak nabuzowała mnie emocjami?
Grace przyszła na świat właśnie po to by uratować siostrę i to było jej jedynym i najważniejszym celem. Tylko, że Lucy umarła. Ale nie zostawiła siostry samej na świecie, bo stworzyła dla niej tytułową mapę pragnień, w której odkrywaniu ma towarzyszyć mężczyzna. Oboje są zamknięci w sobie i być może to właśnie mapa ma im pomóc otworzyć się na siebie...
Kto z nas nie zna "P.S. I love you" niech pierwszy rzuci kamieniem. Nawet jeśli nie książkę, to ekranizację, a nawet jeśli nie, to przynajmniej o niej słyszał i wie o co w niej chodzi. I ona była tak naszpikowana emocjami, że trzeba było mieć opakowanie chusteczek do czytania w zestawie. To duże, gdzie jest ich sto sztuk.
To teraz zrzucę bombę i choć powiem, że tutaj ewidentnie pomysł zaczerpnięty jest z kilku popularnych motywów, w tym właśnie z "P.S. I Love you", czy z motywu niewidzialnego dziecka spłodzonego tylko jako ratunek dla pierwszego, a przy tym to wszystko jest tak cholernie przewidywalne, że naprawdę od razu wiadomo do czego to wszystko zmierza, to jednak pochłania. W całości i zmusza do refleksji, i do łez, i do uśmiechów, i do szczerych wybuchów śmiechu.
To taka książka, w której bohaterowie choć młodzi, to bardzo dojrzali i inteligentni. Nic dziwnego, w końcu Grace musiała szybko zrozumieć okrutny świat, a później przeżyć śmierć najbliższej osoby i przy tym stracić cały sens swojej egzystencji.
Nie da się przy niej na chwilę odsapnąć, mknie się przez fabułę nie odkładając nawet na chwilę. To książka na jedno podejście, świat się przy niej przestaje liczyć. Pozostaje czekać na ekranizację i liczyć na to, że Netflix jej nie spartoli... to jedna z najlepszych powieści obyczajowych, z romansem jako dodatek, a nie podstawa, jakie miałam okazję czytać w ostatnich latach. Naprawdę.
Czytajcie! I chusteczki obowiązkowo w zapasie mieć trzeba!
Recenzja powstała we współpracy z Must Read.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz