Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Zysk i S-ka, zapraszam dalej!
Jak podchodzicie do tematów typu romantasy i innych tego rodzaju odłamów gatunkowych? Mnie z jednej strony nieco bawi wynajdywanie nowych podgatunków, ale z drugiej strony jestem wdzięczna, bo przynajmniej wiem kiedy fantastyka jest fantastyką, a kiedy romansem z elementami fantastyki. A to dwa zupełnie różne tematy i światy. Oczywiście jedne i drugie mogą być świetne, nie neguję, ale zobaczmy w jakim kierunku zmierzamy i dlaczego. A, no dlatego, że z opisów na tyłach okładek często nic nie wynika i dopiero w trakcie czytania można ogarnąć jakie motywy znajdziemy w książce. Ba, często gatunek jest przypisany zupełnie nie ten, co powinien.
"Na krwawych skrzydłach" jest pierwszym tomem serii i z przytupem wkradł się na listy premier ze swoją genialną okładką i zdobionymi brzegami. Pod tym względem naprawdę nie można od niej oderwać wzroku, a jak to jest z fabułą? Czy warto po nią sięgnąć?
Już sama nazwa serii wskazuje jasno, co znajdziemy w środku, a jest to akademia. W niej uczą się wysoko postawione wampiry i w sam środek tego roju wpada pół-fae. I w tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie czytajcie opisu! Nie! Po prostu dajcie się porwać fabule jeśli lubicie klimaty dark academia, istoty takie jak fae, wampiry, smoki.
Główna bohaterka, teoretycznie ostatnia z jeźdźców smoków zostaje schwytana i zaręczona wedle rytuału z wampirem. Po co? No właśnie, bo na początku wydawać by się mogło, że została skazana na śmierć, gdy budzi się położona na trupach, ale czy jednak ma jakieś ukryte zadanie? A czy jej narzeczony, który ją, według niej, dręcz, to przypadkiem nie uprawia przysłowiowych końskich zalotów?
Cała akcja dzieje się w akademii krwawych skrzydeł. Mamy w niej domy, wysoko urodzone i postawione wampiry, a przy tym walkę o władzę, ale też o przetrwanie. Intrygujące, a jak na pierwszy tom serii fantasy przystało, nieco też nudne i rozciągnięte. Natomiast bohaterowie rekompensują ten plan autorki i zakładam, ze w kolejnej części będzie działo się o wiele więcej i, że w końcu pojawią się faktycznie smoki, bo tutaj są, ale nie do końca w takiej postaci, jak byśmy chcieli.
No właśnie, bo całość jest naprawdę wciągająca i chce się więcej, jak najszybciej, tylko mam takie wrażenie (i zapewne nie tylko ja), że mamy tu cały ogrom motywów z innych, znanych już nam książek. A z drugiej strony czy można jeszcze wymyślić coś nowego? Wszak tylko wyobraźnia nas ogranicza...
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz