Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Filia, zapraszam dalej!
Zdarza Wam się zacząć czytać daną książkę i po prostu zwolnić, nie spieszyć się ku końcowi i po prostu delektować każdą kolejną stroną? Mi zdecydowanie tak i właśnie jednymi z takich powieści są te od Charlotte McConaghy.
Są takie książki, przy których gna się ku zakończeniu by, na przykład, poznać sprawcę zabójstw lub dlatego, że to powieść akcji, gdzie wszystko dzieje się bardzo szybko. A są też takie, przy których rozsiadamy się na fotelu, przygotowujemy obok herbatę i po prostu wpadamy w świat stworzony przez autora by podziwiać jednocześnie jego piękno i zniszczenia. Opisy krajobrazów, życia zwierząt, ale też relacje między bohaterami są wtedy najważniejsze. I właśnie Charlotte McConaghy pisze takie powieści. Drugą z nich wydaną w Polsce jest "Kiedyś były tu wilki".
Bliźniaczki Ingi i Aggie udają się do Szkocji. Jedna z nich z rolą niezwykle ważną dla dzikiej natury, czyli by przywrócić wilki do ich naturalnego środowiska i udowodnić, że nie są one zagrożeniem dla człowieka. Druga z nich mierzy się z traumą. Choć być może obie, ale jedna z nich ma większy problem, gdyż cierpi na przypadłość, przez którą dosłownie fizycznie odczuwa ból innych. Wyobraźcie sobie, że patrzycie na osobę ze złamaną nogą i dosłownie czujecie, jak byście mieli złamaną swoją. A teraz dołóżmy cały ogrom innych zdarzeń w życiu po drodze, jak przemoc.
Jak żyć, kiedy świat okazał się najokrutniejszym z możliwych? Jak sobie poradzić z bólem tym psychicznym, kiedy fizyczny już ustał?
Ta książka miażdży uczucia. Dosłownie zalewa emocjami czytelnika w całości i nie odpuszcza nawet po zakończeniu lektury. Zostaje w głowie i cały czas mieli trybiki, udowadnia, że ludzie są najgorszym z gatunków, a usilnie rzucają ten cień na niewinne zwierzęta. Bo łatwiej uwierzyć, że to wilk zabił niż, że był to człowiek, i to bliski, prawda?
Mnóstwo niewygodnych pytań pojawia się w głowie, a zwierzęta są tutaj dla każdego ich miłośnika lusterkiem, takim krzywym zwierciadłem, bo to ludzie chcą wierzyć, że są one zagrożeniem.
Do tego relacja między dwiema osobami, które są sobie bliskie, bo to siostry i muszą sobie jakoś poradzić z traumami. Każda ze swoimi i każda musi zrozumieć na swój sposób, że ludzka psychika nie jest łatwa do zrozumienia, że każdy z czymś walczy, a relacja z naturą może być zbawienna.
Mistrzostwo świata. Takich książek jest tak niewiele, a tak wiele udowadniają i zostają z czytelnikiem już na zawsze. Każdy powinien ją poznać i zmierzyć się z tym, co w niej jest, bo być może okaże się, że obudzi ona wiele demonów, ale też okaże się zbawienna i popchnie do zmian.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Filia.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz