08 maja

Necrovet. Hodowla istot chimerycznych. [PRZEDPREMIEROWO]

 


     Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa SQN, zapraszam dalej!     


     Macie jakieś swoje ulubione serie? Ja tak i każdego kolejnego tomu zawsze wypatruję w zapowiedziach wydawnictw, nie mogę się go doczekać. Jedną z nich jest Necrovet. Już nie pamiętam jak ta przygoda się zaczęła, ale wiem, że jest to jedna z tych serii, której zakończenie pozostawia mnie z kacem czytelniczym...

     Autorka postanowiła, że piąty tom będzie tym ostatnim jeśli chodzi o przygody weterynaryjno-nekromantyczne, ale zdecydowanie przygotowała dla bohaterów po raz kolejny sporo rozterek, także tych niemal egzystencjalnych. Każde z nich poszukiwało swojego miejsca, choć wydawało im się, że dążą do tylko zawodowego punktu w swoim życiu, w którym będą się spełniać. I tak Florka biegała za famulusem, a Bastian zastanawiał się w czym jest dobry i czym mógłby w przychodni zabłysnąć.

    Oczywiście nie zabrakło wielu pacjentów, tych magicznych, a nawet historii pewnego ptaka i trytytki opartej na faktach. Pojawiły się też smoki i... pewien królik, który po całości mnie rozczulił. Bo wiecie, inaczej się patrzy na takie opowieści, kiedy samemu ma się w domu zwierzaki i są one członkami rodziny.

     I tak oto dobrnęliśmy do końca, nad którym rozpaczam, ale uważam też, że Gajzler zakończyła w idealnym momencie, pokazując nam, że każdy ma gorsze i lepsze dni w swoim życiu, a z każdej sytuacji można znaleźć wyjście i się spełniać w czymś, co kiedyś wydawałoby się okropne. Florka jest bohaterką, którą polubiłam od początku za jej podejście do zwierząt, ale też za to, że brnie do przodu mimo trudności i tutaj też pokazała swój upór w dążeniu do celu i mam nadzieję, że będzie miała swoje "żyli długo i szczęśliwie".

    Tymczasem zaświaty, odchodzenie dusz, żegnanie zwierzaków wywołało we mnie całą lawinę łez, a Jafar, który naprawdę przypomina mi mojego królika, spowodował kolejny potok łez. A przecież o to chodzi w tej całej zabawie z czytaniem, żeby emocje nas na różne sposoby odurzały. Czy to wzruszenie, radość, smutek... Gajzler, no robisz to dobrze!

    I w ten sposób to koniec tej przygody, choć dopiero co pojawili się nowi bohaterowie i chciałoby się więcej tych magicznych zwierzaków poznać.

     No po prostu będę cholernie tęsknić!

     Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje