01 czerwca

Szalej i srebro


      Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od SQN Imaginatio, zapraszam dalej!     

      Znacie książki Kingfisher? Ja uwielbiam i jest to moje odkrycie zeszłego roku, gdzie zaczęłam nadrabiać wszystkie po kolei i każda jest totalnie inna, a jednak czuć w nich poczucie humoru autorki i to, że nie leci jednym schematem tylko dlatego, że się sprawdził.

      Kingfisher tym razem postawiła na retelling Królewny Śnieżki. Osobiście w ogóle się nie spodziewałam i nie miałam pojęcia nawet gdy zaczęłam ją czytać. A przecież to bajka, którą opowiedziano już naprawdę na wiele sposobów. Więc czy tym razem jest ona inna?

     Anja, główna bohaterka, z której perspektywy śledzimy całą historię, to uzdrowicielka. Sama zażywa różne trucizny i nie robi tego, bo ma skłonności samobójcze (choć i w tym jest jednak nieco prawdy), a po to żeby znajdować możliwości ratowania osób, dla których teoretycznie nie ma ratunku po zatruciu. I tak sobie spokojnie wiedzie życie póki nie zostaje wezwana do pałacu Króla, ponieważ jego córka jest chora, a sprawdzono już wszystkie metody leczenia.

    Wszystko toczyłoby się dalej spokojnie, ale Anja odkrywa lutro. A za nim mroczną krainę i być może odpowiedź na to, co dzieje się z chorą dziewczynką. Dopiero tutaj zaczyna się magia i choć główna bohaterka raczej wierzy nauce, to musi zmierzyć się z tym, że nie wszystko jest w stanie ona wyjaśnić.

     Kingfisher potrafi budować światy magiczne i udowodniła to już wielokrotnie, ale tutaj przeszła samą siebie. Nie jest to bardzo długa książka, a jednak wpada się w nią niczym w wyśmienitą serię fantasy. I oczywiście ponownie zachwyca bohaterami i tym, że choć to retelling, to naprawdę tego nie czuć. Mamy pewne motywy, postacie, ale gdyby mi nikt nie powiedział, że to Śnieżka, to nie domyśliłabym się.

    No właśnie, bo Anja jest postacią, z perspektywy której oglądamy cały świat i idziemy za jej tokiem rozumowania, za poczuciem humoru i fascynacją najpierw nauką, a później w jakimś stopniu wszystkim, co niemożliwe i czujemy te emocje, które autorka włożyła w każdą scenę.

    Cóż... nie żebym podpuszczała, ale może retelling Alicji w Krainie Czarów? To by mogło być również coś absolutnie niesamowitego, a przy tym patrząc jak zgrabnie Kingfisher ubiera swoje opowieści w nie aż tak długie formy, to naprawdę, czekajmy na coś z przytupem, najlepiej na serię fantasy, bo jak mało kto potrafi tworzyć bohaterów i światy pełne niesamowitości.

     Recenzja powstała we współpracy z SQN Imaginatio.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2019 Wystukane recenzje