Hej, hej! Dzisiaj przychodzę z książką od Wydawnictwa Znak Jednym Słowem, zapraszam dalej!
Lubicie historie, w których główną rolę mają zwierzaki? U mnie są zawsze hitem, a jeśli chodzi o koty, to jedną z pierwszych i po latach nadal ulubioną jest "Dewey. Wielki kot w małym mieście". Jak widać Wydawnictwo Znak ma do kocich opowieści słabość więc musiałam sprawdzić czy "Chyba nie jestem Bogiem" także zostanie w moim sercu.
Koty są w życiu ludzi niezwykle ważne. No umówmy się, albo ktoś ma kota, albo miał, albo mieć będzie. Nawe ci, którzy upierają się, że ich nie lubią, gdy tylko dostrzegają je w przestrzeni do nich mówią. Oczywiście, zdarzają się potwory, ale może to sobie darujmy na dziś, bo ta książka być może mogłaby być o porwaniu kocięta, ale jednak jest o czymś więcej.
Jak to jest, że kota można porwać? Zabrać od matki, wsadzić do małej przestrzeni i... karmić? Czy w rytm słów Garfielda "karm mnie, kochaj mnie i nie opuszczaj" można uznać, że ludzie są kotom niezbędni? Tak zaczyna się życie kota, który myśli na początku, że na imię ma "Nie" - w końcu tak go ludzie nazywają, ale później zastanawia się czy nie jest przypadkiem Bogiem, skoro dwunożni tak często na niego krzyczą.
No właśnie, bo całość opowiedziana jest z perspektywy kota. Od pierwszego dnia w nowym domu, poprzez całe życie, wzloty, upadki, aż po odejście za tęczowy most. I, choć ostrzeżeń jest pełno, to wierzcie mi, nie jesteście gotowi na ten potężny tajfun uczuć. Każdy, kto ma zwierzaki (i to niekoniecznie koty), komu przyszło już któreś odprowadzić właśnie na ten drugi świat, po prostu zostanie zmieciony z planszy. Tu się nie da nie płakać, po prostu jest to jednocześnie miód na serce kochające zwierzaki i jednocześnie potężny cios uświadamiający, że żyją za krótko.
I choć to niecałe 150 stron, to naprawdę jest to jedna z tych książek, którą podarowałabym absolutnie każdemu miłośnikowi futrzastych i pierzastych, bo mając w domu królika i papużkę, a drugą papużkę i psa za tęczowym mostem... cóż, nawet napisanie opinii wiąże się ze łzami w oczach.
Fenomen na skalę światową i nic dziwnego, że wraz z egzemplarzem otrzymałam paczkę chusteczek. Przydały się, a jakże.
Recenzja powstała we współpracy z Znaj Jednym Słowem.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz